Posty

Podsumowanie roku...

Już za kilka godzin będziemy witać Nowy, 2017 Rok. To czas podsumowań i nowych postanowień. Czas, w którym styka się ze sobą przeszłość i przyszłość. Rok 2016 był rokiem, który przynosił zarówno radości, jak i smutki. Zresztą, jest tak chyba zawsze.... Na światowej arenie byliśmy świadkami wielu ważnych wydarzeń - zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Gdyby jednak ktoś zapytał mnie, jaki ten rok był dla mnie osobiście, odpowiedziałabym, że dobry. Dobry rok. Bo między innymi właśnie teraz nastąpił przełom w mojej ptasiarskiej pasji. Gatunki, które kiedyś ledwie kojarzyłam z wyglądu, dziś są dla mnie jak dobrzy przyjaciele. Co prawda, większości jeszcze na oczy nie widziałam, ale z tym są związane moje noworoczne postanowienia :).  W tym roku założyłam tego bloga.  No dobrze, ale przedstawiam moją roczną listę - ze 133 pozycjami. Liczba gatunków, jak liczba (ode mnie nie można wiele wymagać ;) ), ale osobiście dumna z niej jestem, bo przedstawia...

Łuszczakowanie!

Obraz
Witajcie! Dzisiejszym postem postaram się  podsumować to, co się u mnie ostatnio działo w kwestii ptaków dzikich. Nie jeździłam niestety gdzieś dalej na obserwacje, za to ciągle oblatywałam teren w mojej okolicy, i mam kilka ciekawych zobaczonych gatunków oraz fotek. Dlatego teraz historię opowiadają głównie zdjęcia! Niech więc zatem nie przeraża was długość wpisu ;). Cofnijmy się może do końca stycznia. Wtedy znów byłam w swoim ulubionym miejscu, gdzie można spotkać łuszczaki Fringillidae – pisałam o nim TUTAJ . Szkoda, że światło było słabe... Taki tam dzwonek Chloris chloris . Przy drodze, w roztopionym śniegu kąpały się szczygły Carduelis carduelis i trznadle Emberiza citrinella . Potem się suszyły. Tego dnia były wyjątkowo niepłochliwe. Gil Pyrrhula pyrrhula wyjadał nasiona z rynny. Zdjęcia nie oddają jego koloru, to był niesamowity samiec. Wręcz purpurowy.  Oto, co przyroda robi z człowiekiem. Niby to zwy...

Idą Święta

Obraz
Powoli kończy się nam rok 2016. Powoli zaczyna się kalendarzowa zima. Ale przed nami jeszcze jedne z najpiękniejszych dni w roku - dni Bożego Narodzenia. Z tej okazji pragnę złożyć wszystkim moim Czytelnikom serdeczne życzenia: Wesołych Świąt! Wesołych, oraz spędzonych w rodzinnym gronie, w zdrowiu, pokoju i szczęściu. Tego, by chwile spędzone przy przystrojonej choince stały się niezapomniane - i zawsze można było do nich wrócić w marzeniach.  A oprócz tego życzę, byście nie zatracili prawdziwego znaczenia Świąt! Bo one naprawdę nie są "magiczne", nie polegają na bieganiu po sklepach i oglądaniu reklam z kiczowatymi Mikołajami (warto przy tej okazji sprawdzić, kim naprawdę był Święty Mikołaj) w roli głównej. Ani nawet na tym, że bezrefleksyjnie zaśpiewacie kolędę... Bo to powinien być czas miłości i przebaczenia, w którym wspominamy narodziny Jezusa, naszego Zbawiciela! To jest istotą i to powinno być najważniejsze! A przy wigilijnym stole, może przyda się kol...

Goniąc grubodzioby

Obraz
Zimno teraz. Czuć, że jesień się skończyła i wkracza już nowa pora roku. Przynajmniej było czuć w ostatnią niedzielę - mróz szczypał niemiłosiernie, a ziemia była oblodzona do granic możliwości. Jako, że jednak takie warunki ptasiarzy nie odstraszają, wybrałam się wtedy na wycieczkę ze STOP'em nad Wisłę - na Kępę Okrzewską mniej więcej. Pogoda była pochmurna, padało trochę śniegu. Tylko raz, na chwilę troszeczkę się rozpogodziło.  Na początku powitała nas sikora uboga. Fajnie - teraz już wiem, że mam zaliczone wszystkie gatunki polskich sikor (lazurowej nie liczę) bez najmniejszych wątpliwości. Przy okazji nauczyłam się rozpoznawać głos naszej szarytki (wiem, że nazwa nieprawidłowa, ale czy o ptakach zawsze trzeba mówić poprawnie naukowo? ;) ).  Dalej? Głównie przechodziliśmy przez powalone drzewa, przeciskaliśmy się miedzy kłującymi gałęziami krzewów i uważaliśmy, by nie wywrócić się na pokrytej lodem ścieżce. Wtedy po raz pierwszy przewodnik wykrył grubodzi...

Lerki czar - czyli grudniowe wspominki

Każdego czasem nachodzi ochota, żeby powspominać . Zimą najczęściej wspominamy lato, dawne ciepło, słońce i zabawę. I mi dzisiaj udzielił się ten nastrój, ale o lecie nie napiszę. Post ten będzie natomiast o małych, szarych ptaszkach, które (w przenośni, oczywiście) nazywam swoimi przyjaciółkami - o lerkach.  Związana z nimi jestem mocno. I najbardziej wyraźnie to czuję właśnie teraz, gdy ich nie ma. Ale to chyba musiało przyjść naturalnie - tak się złożyło, że lerki wybrały na swoje środowisko taką okolicę, w jakiej aktualnie bytuję i w najbliższej przyszłości bytować będę. Razem żyjemy więc wśród sosnowych lasów, piaszczystych gleb i niskich roślinek. One tu mieszkają, bo tak im odpowiada, ja natomiast, bo tak mi w życiu przypadło. Ale możemy się zrozumieć - a przynajmniej ja mogę zrozumieć je.  No dobrze, ale może czas przedstawić bliżej lerkę tym, którzy lerki ewentualnie nie znają. Bo jestem pewna, że warto taką znajomość zawrzeć i o lerkach później opowiadać inn...

Nie było, nie wyszło

Bo zwykle tak jest, że wracam z weekendowego ptaszenia pełna pozytywnej energii. Tyle nowych, ciekawych gatunków się widziało! Tyle wrażeń, przeżyć, śpiewów, pogody, Słońca, powietrza! Wystarczy z nawiązką na kolejny szary tydzień, spędzony wśród murów szkolnych i obowiązków. Ostatnio byłam na dwóch ptasich wycieczkach. O jednej piszę z dużym opóźnieniem, gdyż odbyła się dwa tygodnie temu, druga natomiast wczoraj rano. No i cóż - nie mogę powiedzieć, że zakończyły się kompletną klapą. Ale nie wyszły tak, jak sobie tego życzyłam. 14 dni temu jeszcze leżał śnieg, pamiętacie? Właśnie wtedy wybrałam się na obserwacyjną wyprawę na Stawy Walewickie. Jechałam tam pełna dobrych myśli, czytając najnowsze doniesienia o widzianych w tym miejscu ptakach. Trzy gatunki gęsi, trzy gatunki łabędzi, kilka gatunków siewek, bielaczek i gęsiówka egipska! Miałam nadzieję na choć kilka ptaszków z tego bardzo fajnego bilansu. Na miejscu? Brak gęsi (jedynie przelatujące na niebie, dla mnie nie d...

Perkoz rogaty i nur jak na dłoni - czyli Zalew Zegrzyński!

Staję na porośniętym zielenią wale oddzielającym ląd od brzegu Zalewu Zegrzyńskiego i głęboko wciągam powietrze. Jak to dobrze być w końcu na ptasiej wycieczce po miesiącu (!) przerwy. Za chwilę zapewne ukażą się ptaki. Liczę na ciekawe gatunki. Dzisiejsza wycieczka nad Zalew Zegrzyński, konkretnie w okolice Białobrzegów, była organizowana przez Stołeczne Towarzystwo Ochrony Ptaków. Ze STOP'em na podobne wyprawy obserwacyjne można chodzić co dwa tygodnie - w różne miejsca. Polecam serdecznie! :) Muszę też niestety oznajmić, że ten post będzie bez zdjęć. Popsuł mi się aparat - żałuję, bo mogłabym mieć świetne fotki... Na samym początku naszego ptaszenia Zalew nie wyglądał zbyt ciekawie. Kręciły się po nim łodzie, przy samej plaży tylko przebywały krzyżówki i nurogęś. Latały śmieszki i mewy siwe. Zaraz jednak w oddali, na wodzie można było dostrzec stadko kaczek. Były to gągoły, jednak pomiędzy nimi pływały także markaczki i ogorzałka . Patrzyłam na nie przez lunetę....