wtorek, 21 marca 2017

Być kobietą w ptasim świecie

Na początku tego postu należy się wam, drodzy Czytelnicy, małe wyjaśnienie:

Tak, wiem, że Dzień Kobiet był już dawno. Ale zawsze "lepiej późno niż wcale", prawda? Nie złożę Wam jednak teraz życzeń ;) - a dokładnie nie w ten tradycyjny sposób. Przygotowałam ostatnio tekst o tytule, jaki widzicie powyżej - i zaprezentuję go specjalnie dzisiaj. Mam tylko nadzieję, że nikt się nie zanudzi moimi opisami. Chciałam wam po prostu trochę opowiedzieć o życiu Kobiet w ptasim świecie - czyli samic i samiczek. A może być ono bardzo ciekawe i odgrywać niebagatelną rolę.

Bo na przykład, w stadku papużek falistych Melopsittacus undulatus rządzą właśnie samice! To one mają pierwszeństwo do jedzenia oraz do zabawy. A jak jakiś ptak o tym pierwszeństwie przypadkiem zapomni, to samiczka zaraz używa swojego zdumiewająco silnego jak na tak małe stworzonko dzioba - sprawiedliwość musi być. Co ciekawe, mimo że u tego gatunku ptasie dziewczyny starają się dominować nad chłopakami, to jednak - przynajmniej u mnie - są od nich silnie zależne. Samice po prostu bardziej przejmują się potencjalnymi zagrożeniami, dlatego wiecznie śpiewający i wyluzowany partner daje im poczucie bezpieczeństwa. Nie chcą się nigdzie poruszać się bez niego.

Gdzie jest jakaś atrakcja, tam Rozmarynka musi być pierwsza.


A jak to jest właśnie z tym partnerem, z łączeniem się w ptasie małżeństwa? Tutaj samica też ma głos decydujący. Potencjalni kandydaci starają się zaskarbić sobie jej względy śpiewem, wyglądem, tańcami, umiejętnościami łowieckimi, budowaniem gniazda, a nawet obdarowywaniem prezentami. Rozmaitość możliwych form zalotów jest naprawdę imponująca. Ale samica i tak wybierze tego jedynego.

Nie zawsze jednak można stwierdzić, jakimi kryteriami dokładnie się kieruje. Z pewnością te zaloty, o których wspomniałam wcześniej, odgrywają rolę bardzo ważną. W końcu najpiękniejszy i najsilniejszy samiec to ten najzdrowszy. Ale u gatunków monogamicznych, szczególnie tych łączących się w pary na czas dłuższy, nie zawsze jest tak prosto. Jestem pewna, że w dobraniu się przykładnej parki znaczenie ma również charakter ptaków, które będą musiały ze sobą zgodnie przebywać.

Przykładowo, nasze kury Gallus g. domesticus, które z samcem związków przecież nie tworzą, wybierają go jednak w zastanawiający sposób - wolą młodsze i mniej ciekawe z wyglądu koguty, niż silne i kolorowe stare. A wydawałoby się, że powinno być odwrotnie. Tylko, że właśnie te starsze koguty są bardziej agresywne i lubią spędzać czas na bójkach. 

Samice zeberek Taeniopygia gutatta natomiast najchętniej łączą się z partnerami, którzy... Przypominają im ojca. Wiemy to dzięki eksperymentom, jakie przeprowadzono na tych ptakach. Pisklęta zeberek Taeniopygia gutatta były w nich wychowywane przez rodziców ozdobionych przymocowanym do głowy, sztucznym czerwonym piórem. Oczywiście, w kilku konfiguracjach, które najłatwiej przedstawić w punktach:
  • Opcja 1: Oboje rodzice ozdobieni piórkiem
  • Opcja 2: Tylko samica ozdobiona piórkiem
  • Opcja 3: Tylko samiec ozdobiony piórkiem
  • Grupa kontrolna (oboje rodzice "normalni")

Następnie, gdy wychowane eksperymentalnie młode stały się dorosłymi ptakami, umożliwiono im wybór partnera - a wśród potencjalnych kandydatów były osobniki ozdobione piórkiem, i nie. Obserwowano wtedy preferencje ptaków. I tylko u samiczek wykarmionych przez ozdobionego piórkiem samca taka preferencja była widoczna - kojarzyły się z samcami również posiadającymi czerwone pióra. 

Czy ojciec mojej Bezy był podobny do jej partnera, Czarusia? Prawdopodobieństwo jest małe - Beza nie miała innego samca do wyboru, kiedy łączyła się z nim w parę, nie można więc było zaobserwować w pełni naturalnego zachowania.


Taka samica jest później zwykle zazdrosna o swojego męża. I kiedy przyłapie go z jakąś inną, może być nieciekawie. Z tym, że często - przynajmniej u muchołówek żałobnych Ficedula hypoleuca - skupia się raczej na ataku na konkurentkę, a nie karaniu partnera. 

Po tych miłosnych zawirowaniach następuje okres opieki nad pisklętami. W najczęściej występującym u ptaków modelu gniazdem i młodymi zajmuje się samica, a samiec dzielnie donosi jej pokarm. Jak każda matka, jest dla swoich dzieci bardzo czuła (choć niektóre gatunki np. nie identyfikują swych piskląt, jeśli nie siedzą one w gnieździe, bądź nie karmią słabszych osobników). Taka kanarzyca Serinus canaria budzi swoje dzieci do karmienia... cichym świergotem. Czy to nie wzruszające?

Irmina też pewnie byłaby dobrą matką, ale nie zamierzam jej rozmnażać. Choć widać, że chętnie założyłaby rodzinę - z wiosną ogarnął ją zapał do lęgów i z upodobaniem zaczęła wić gniazda w swoich miskach do jedzenia. Co jej skutecznie uniemożliwiam.


Co to by była jednak za reguła, gdyby nie było od niej wyjątku. U morskich ptaków - płatkonogów szydłodziobych Phalaropus lobatus rola samca i samicy jest zupełnie inna. Tutaj to dziewczyny są barwniejsze, głośniejsze i większe. To one walczą z rywalkami o terytoria, opiekę nad jajami i pisklętami pozostawiając wyłącznie skromnym samczykom, których niekiedy... Mają nawet kilku

Płatkonóg szydłodzioby Phalaropus lobatus. Z Wikipedii.


Nie trzeba jednak w ptasim świecie zachowywać się tak radykalnie, by cieszyć się z pięknych piórek. Bo faktycznie, bardzo często upierzenie samiczek jest nie rzucające się w oczy, ale nie znaczy to, że brzydkie. Przypatrzcie się kiedyś szarym wróblicom Passer domesticus bądź kaczkom. One naprawdę są dopracowane w każdym szczególe, zaopatrzone we wzór dokładnych plamek, kropek, deseni i odcieni. Żaden malarz by tego nie zrobił lepiej. Już nie wspominając, że u wielu gatunków obie płci są identyczne z wyglądu. 

Samica mandarynki Aix galericulata. Stare zdjęcie, ale za to urodę ptaka można podziwiać ;).


Istnieje także pewna papuga, barwnica Eclectus roratus. U niej można zaobserwować jeszcze inne ciekawe zjawisko. Mianowicie samice tego gatunku są bardzo strojne, purpurowo - granatowe. Samczyki natomiast zadowalają się typową zieloną szatą. Wyglądają tak odmiennie od swych żeńskich odpowiedników, że klasyfikowano je niegdyś jako odrębny gatunek. Z czego wynika to piękno samicy i niewyróżniające się niczym upierzenie samca? By nie było wątpliwości, dodam, że barwnice Eclectus roratus są przykładnymi matkami. 

Barwnice Eclectus roratus. Autor: Doug Janson, źródło: Wikipedia.


Otóż jest bardzo przekonujące wytłumaczenie tego fenomenu. Samica barwnicy Eclectus roratus spędza większość swojego życia, bo aż dziewięć miesięcy w roku, w lęgowej dziupli. Jest to związane z przebiegiem godów u tego gatunku. Jej krzykliwe ubarwienie informuje więc potencjalne konkurentki, że dane miejsce jest już zajęte. Przy czym, nie rzuca się ono aż tak bardzo w oczy, jak mogłoby się wydawać. Samica taka bowiem wygląda w swoim naturalnym środowisku, wśród zielonych liści i słońca, tylko na ciemnego, wręcz czarnego ptaka. 

A samiec? By zaskarbić sobie względy u jakiejś papuziej damy ze swego gatunku, musi... Przynosić jej do dziupli jedzenie. Nie łatwo jest jednak je znaleźć - by to zrobić, adorator pokonuje czasami odległość ponad kilkudziesięciu kilometrów. Jego zielone pióra doskonale wtapiają się w tło i chronią przed bystrym okiem drapieżników. Tylko pod skrzydłami u samczyka można zaobserwować dobrze ukryte ozdoby, którymi może się chwalić w stosownej chwili - rzędy barwniejszych piór. 

Życie barwnic Eclectus roratus jest ogólnie bardzo ciekawe. Tutaj jeden samiec może podczas okresu godowego dokarmiać kilka samic, tak samo jak jednej samicy może służyć kilku samców. Jednak kiedy konkurenci spotkają się przy dziupli w tym samym miejscu, wywiązują się walki. 

Być może nie każdy wie także o tym, że niektóre samice... Potrafią śpiewać. U papużki falistej Melopsittacus undulatus ten śpiew praktycznie nie różni się od męskiego. Dziewczyny śpiewają jednak rzadziej - pewnie wolą się chwalić innymi, bardziej kobiecymi zajęciami. 

Samice kanarka Serinus canaria także niekiedy mają swoje pieśni. Mimo to, najlepsze z nich mogą się równać tylko z... dopiero uczącymi się śpiewu młodymi samcami. Ich piosenkę trudno nazwać piosenką. To raczej bezładne turkoty i ćwierknięcia. Ale liczą się chęci. 

video
A tu nagrałam śpiewającą Ptaszynę.

Jak więc widzicie, życie Kobiet w ptasim świecie może być naprawdę zróżnicowane. U części gatunków, szczególnie tych, gdzie samiec nie bierze udziału w wychowie piskląt, samica jest jakby mniej odważna i pomysłowa od niego. Nie ma się co dziwić - w końcu ostrożność jest wymagana w opiece nad młodymi. Ale własny, kobiecy świat samic i samiczek także jest bardzo ciekawy!

No dobrze - a kto dotrwał do tego momentu, może czuć się zwycięzcą ;). Co was najbardziej zaciekawiło, o czym jeszcze chcielibyście przeczytać? Piszcie w komentarzach!

Pozdrawiam!

wtorek, 7 marca 2017

Wiosna nad Zegrzem... I nie tylko!


Wiosna!

Wiosnę można klasyfikować. Można samodzielnie ustalać jej granice według różnych zjawisk w przyrodzie. Ale ja mam pewność, że ona już jest. Jak mówić o innej porze roku, skoro skowronki Alauda arvensis już śpiewają, a żurawie Grus grus zajmują stanowiska lęgowe?

Widać ją w moim otoczeniu. Ptaki zaczynają powoli myśleć o lęgach. Jest coraz bardziej kolorowo, głośno (wszystko śpiewa!) i radośnie. Ostatnio przyleciały z zimowisk jedne z moich ulubionych ptaków – lerki Lullula arborea. Na razie dwa samczyki śpiewają nieśmiało, ale to tylko kwestia czasu, by przyszły tygodnie, kiedy ich głos słychać będzie przez cały dzień bez przerwy… A siły, z jaką ten mały, szary, niepozorny i nieznany leśny skowronek roztacza swoją pieśnią urok i klimat nad całą okolicą, nie da się opisać. Niewiele ptasich koncertów może z nim konkurować.

Wiosna przynosi też wiele dobrego i ciekawego do mojego ptasiego stadka. Gdy dni są dłuższe i świeci słońce, zachęcając wszystkie gatunki do latania, łatwiej mi organizować wolne loty. Wraz z cieplejszymi dniami pojawia się także wiele roślin jadalnych, które można im podawać. Dla większości ogrodników będą tylko chwastami, ale w diecie ptaków ozdobnych to ważna, czy nawet najważniejsza, część. Zawierają wiele witamin i składników odżywczych, są zdrowe i niezwykle zwierzętom smakują. Kiedyś więcej o tym napiszę, na razie zobaczcie tylko, jak wielką radość sprawiła papużkom falistym Melopsittacus undulatus gwiazdnica. Można to jeść, ale i w tym się kąpać!
Zdaję sobie sprawę z jakości tego zdjęcia. Chciałam jednak jakoś pokazać dynamikę sytuacji.


Zieloną gwiazdnicę jednak znajdzie się i w zimie, pod śniegiem. Na inne tego typu rośliny trzeba jeszcze poczekać. Różne ich gatunki pojawiają się w różnych porach roku, więc łatwo urozmaicić ptakom dietę.

Ale ja się tu nad wiosną rozczulam, jednak nie o tym miał być ten post. Na blogu dawno nie było czegoś stricte ptasiarskiego (o birdwatchingu), więc postanowiłam, że opiszę wam wycieczkę, na którą wybrałam się ostatnio wraz ze Stołecznym Towarzystwem Ochrony Ptaków. Nad Zalew Zegrzyński i okolice. Zdjęcia jednak zbyt dobrze mi nie wyszły, warunki idealne nie były.


Ciekawie zaczęło się od razu. Już jadąc na miejsce i podziwiając rozlewiska na łąkach zobaczyłam przy szosie żerującego żurawia Grus grus. Nad Zalewem od razu powitały mnie szpaki Sturnus vulgaris. Już śpiewały, choć muszą zrzucić jeszcze do końca szatę spoczynkową.

Nie tracąc czasu, weszliśmy na wał. Wtedy zauważyliśmy stado ruchliwych raniuszków Aegithalos caudatus przemieszczające się pod drzewach. I pomyśleć, że chyba od dwóch lat nie widziałam tego gatunku… Na szczęście dziś znów mogłam go sobie zaliczyć.

Nie mniej ciekawie było na wodzie. Obok brzegu pływały krzyżówki Anas platyrchynchos, nurogęsi Mergus merganser, gągoły Bucephala clangula… oraz para krakw Anas strepera i rożeniec Anas acuta! Tych dwóch ostatnich gatunków najbardziej z kaczek brakowało mi na liście. A teraz miałam je na wyciągnięcie ręki – i to do tego na raz.
Rożeniec Anas acuta. Piękna kaczka.

Parka krakw Anas strepera.

Parka nurogęsi Mergus merganser.

Krakwy Anas strepera, w środku samiec gągoła Bucephala clangula.


Nad nami natomiast kołowały myszołowy Buteo buteo. W ciągu całej wycieczki przeleciało ich ponad trzydzieści. Pojawiły się jednak tylko rano, podczas powrotu nie było ich widać. O podobnej porze ustały też przeloty gęsi Anseridae, o których niedługo napiszę.

Na niewielkim drzewku spotkaliśmy również niepłochliwego trznadla Emberiza citrinella. Staliśmy kilka metrów od niego, a on się nie poruszał i do tego śpiewał. W jednym, tym samym miejscu ciągle odzywał się dzięcioł zielony Picus viridis. Do końca wyprawy zresztą. Oprócz tego, licznie śpiewały tam pełzacze ogrodowe Certhia brachydactyla i potrzos Emberiza schoeniclus.
Trznadel Emberiza citrinella. Ostoja spokoju.


W dali, bliżej drugiego brzegu zalewu kołowały bieliki Haliaeetus albicilla. Nagle pojawiła się tam również samica błotniaka zbożowego Circus cyaneus – moja życiówka! Niestety, nie wyszło mi z obserwacją… Ptaka widziałam tylko gołym okiem, jako małą plamkę nad drzewami… Mam nadzieję, że gatunek mogę sobie zaliczyć, choć został niedosyt nie do pokonania…

Dalej obserwowaliśmy przelotne klucze gęsi Anseridae. Z oznaczonych były to białoczelne Anser albifrons, choć, kiedy już wracaliśmy, pojawiło się także mieszane stado ze zbożowymi Anser fabalis. Łącznie widzieliśmy około czterystu osobników.
Takie klucze latały.


Gdy skończyliśmy obserwacje nad wodą, przenieśliśmy się na pobliskie pole. Było jednak zaorane i nie znaleźliśmy drapieżników. Za to licznie zrywały się stamtąd skowronki Alauda arvensis, część śpiewała (był również samiec naśladujący głos godowy błotniaka Circus sp.). Część grupy obserwowała czajki Vanellus vanellus, potrzosy Emberiza schoeniclus w szatach godowych i lecącą czaplę białą Egretta alba. Każdy jednak widział kołujące nad drzewami bieliki Haliaeetus albicilla, z których jednego gonił kruk Corvus corax. Ten gatunek akurat często się tam pokazywał. Stwierdziliśmy także frunącą parę lęgowych w tym miejscu żurawi Grus grus. Po jakimś czasie w dali, nad drzewami pojawił się krogulec Accipiter nisus, także goniony przez kruki Corvus corax. Gdy przechodziliśmy pole na przełaj, zerwało się przed nami stadko lerek Lullula arborea. Pierwszy raz widziałam ten gatunek z tak bliska!
Zwiastuny wiosny.


Dalej nastąpił spokojny powrót wałem. W oddali, na wodzie stwierdziliśmy gągoły Bucephala clangula i trzy bielaczki Mergellus albellus. Choć nagrzane powietrze ogromnie utrudniało obserwację z daleka, chyba udało mi się przez chwilkę dostrzec ciągle nurkującego samca. Następnie wróciliśmy do punktu wyjściowego, gdzie nadal przebywał rożeniec Anas acuta i krakwy Anas strepera. Wśród krzyżówek pływało także stadko łysek Fulica atra, i coś ciekawszego – sołtys (hybryda krzyżówki Anas platyrchynchos) o niezwykle ładnym, brązowym ubarwieniu, ładniejszym jeszcze od kolorów zwykłego samca krzyżówki Anas platyrchynchos.
To ten cudny mieszaniec. Mutacja cynamonowa ;) (troszkę żartuję sobie, to taka analogia do mutacji ptaków ozdobnych :) ).

Porównanie kolorów sołtysa oraz normalnego samca.



Trafiliśmy jednak także na coś zupełnie ekstra. W pewnej chwili coś niewielkiego okropnie zapiszczało i zerwało się przed nami z pobliskiego drzewa. To był maleńki nietoperz! Na korze siedziało ich całe, przytulone do siebie, stadko.


Ostatnio zaliczyłam też dwie inne życiówki, z wycieczką niezwiązane. Jakiś tydzień temu na Stawach Raszyńskich widziałam nieznanego dzięcioła. Możliwe, że był to białoszyi Dendrocopos syriacus. A kilka dni temu, na moje podwórko przyleciały dwa droździki Turdus iliacus!

Wstań z łóżka, ubierz się i zobacz przez okno nowy gatunek. Tak właśnie miałam z tymi droździkami Turdus iliacus. Zdjęcie dokumentacyjne.


Było więc… Udanie, co tu dużo mówić J.

Pozdrawiam!

sobota, 25 lutego 2017

Aktywność ptasia

Ptaki są stworzeniami lotu, ruchu i wolności. Za takie je uważamy i takimi je postrzegamy, już chyba od początku naszego istnienia. Ale nie każdy gatunek jest równie aktywny. One mają swoje odmienne predyspozycje i upodobania. Bo czym innym przecież jest dostojny lot orła, czym innym ganiające się po krzakach bogatki, a czym innym znów spokojne grubodzioby i sowy. Tą zmienność najłatwiej obserwować jednak w hodowli, a najlepiej - na wolnych lotach. Tyle można wtedy dowiedzieć się o tych pierzastych istotach!


Moje papużki faliste Melopsittacus undulatus to urodzeni meteoropaci. Nie żartuję - jeśli słońce mocniej zaświeci, czasami daje im taką siłę do odkrywania, że bez strachu latają mi nad głową lub na przykład z radosnym wrzaskiem fruną usiąść na krześle albo biurku, które normalnie omijają szerokim łukiem. Natomiast zła pogoda wywołuje w nich wyraźne znużenie. Niekiedy jednak nie jest to regułą, bo cóż - nie tylko kobiety zmiennymi są.

Papuzie szaleństwa. Zabawa na wolnych lotach także jest ważna.


Pysia - moja ulubiona papuga do sesji fotograficznych. Cudowny samiec, który dziwnym trafem nie ma szczęścia w miłości (wcale jednak nie z tego powodu nosi wybitnie żeńskie imię). Jego konkurent ma chyba bogatsze wnętrze.


Papużki faliste Melopsittacus undulatus to również wynalazcy czegoś jeszcze innego - jak ja to nazywam, "przelotów zbiorowych". Nie lubią latać same. Dlatego często przed przemieszczeniem się w inne miejsce zaczynają ćwierkać, nawoływać się i niespokojnie podrygiwać w miejscu odrywając skrzydełka od ciała.  Dzięki temu mogą szybko razem zebrać się w jedno miejsce i przygotować się do przelotu. Następnie wszystkie razem zrywają się w powietrze. Widać, jak bardzo jednoczy to stado.

Lecimy?



Rozmarynka z Pysią.


Nie zawsze jednak każda z papużek Melopsittacus undulatus ma ochotę na loty. Wtedy potrafią mobilizować siebie w jeszcze inny sposób - a dokładniej robi to samiczka Rozmarynka, o której pewnie jeszcze wiele napiszę. Razu pewnego, za pomocą dzioba zrzuciła wręcz z klatki resztę ptaków, zmuszając je w ten sposób do lotu.


A w klatce? Tam papużki Melopsittacus undulatus są spokojniejsze, bo mała przestrzeń nie daje im pola do popisu. Samczyki z mojego stadka często i chętnie fruwają tam między żerdkami, ale zwykle bez jakiegoś wyjątkowego zapału. Inaczej znów robi Rozmarynka. Ta natomiast niekiedy przesiaduje długo bez ruchu w jednym miejscu, a później wyładowuje energię, z wielkim wrzaskiem fruwając w kółko. Dyszy potem ze zmęczenia, ale jaka jest zadowolona!

Zeberki Taeniopygia gutatta są ptakami ogromnie ruchliwymi. Te to nie potrafią usiedzieć w jednym miejscu! Ranek spędzają bez przerwy machając skrzydełkami. A są tak szybkie i niewyobrażalnie sprawne, jak żaden inny ptak. Niezmiennie podziwiam ich niezwykły wręcz refleks - ciekawe, jak w naturze mogą dogonić je drapieżniki? Na otwarcie klatki reagują ogromną radością - natychmiast wylatują, wydając głosy bezsprzecznego szczęścia. I faktycznie, na początku wolnych lotów fruwają, gdzie tylko mogą.

Wolne loty to też świetna okazja do kąpieli.
Czaruś i Beza
Każdy jednak ptak musi się kiedyś zmęczyć. Nie inaczej jest z zeberkami Taeniopygia gutatta. Po wysiłku zapadają na dachach klatki w sen, leżąc przytulone do siebie.


To tylko ten gatunek wśród innych moich ptaków tak dalece jest monogamicznie związany i tak dalece okazuje sobie uczucia.

Kanarki Serinus canaria natomiast nie odznaczają się jakąś wyjątkową aktywnością. Do czego one używają lotu? Do lepszego poznania otaczającego świata! Bo odkrywanie to przecież ich drugie imię. Cieszą się, gdy znów mogą zwiedzić pokój, zobaczyć, co nowego w okolicy. Każda nowa i charakterystyczna rzecz szybko jest badana - a najchętniej ta potencjalnie nadająca się do jedzenia. To właśnie przez kanarki Serinus canaria nawet na chwilę (dosłownie!) nie mogę zostawić w pokoju żadnych kwiatów czy otwartego pudełka z karmą.

Co tam jest? W wykonaniu Ptaszyny.


Spokojnie - one długo takie zgodne nie są!

Arlekin

Osobista miejscówka Irminy.


Starałam się często wypuszczać moje ptaki. Teraz jest już z tym trochę gorzej - mój problem z hodowlą jakiś czas temu opisywałam. Zapewniam im też w miarę duże klatki - faliste Melopsittacus undulatus mieszkają w Lotni, a reszta ptaków, po parze w klatkach o długości 70 cm. Tylko dla nowej kanarzycy Serinus canaria Irminy zabrakło tam niestety miejsca. Mam nadzieję, że nie czują się źle - nie ma tak naprawdę wskazań, co ile dni dany ptak musi być wypuszczany. Wiadomo, że najlepsza byłaby woliera, ale niewiele osób ma na to warunki...


Jednak wiem jedno - to, ile radości daje ptakom możliwość lotu, chociażby nawet w klatce. To jest dla nich wszystko - sposób na poruszanie się, poczucie bezpieczeństwa, zużycie nadmiaru energii, uzyskanie zdrowia i dobrej kondycji... Moje ptaki zawsze doskonale wiedzą (po moim zachowaniu i przygotowaniach) kiedy zostaną wypuszczone, by polatać po pokoju. I szybko reagują, gdy to zauważą. Ćwierkają, nawołują się, śpiewają, podlatują do drzwiczek klatki... Po wolnych lotach, zmęczone i głodne, same wracają do swoich domków i wspólnie odpoczywają.


Dlaczego więc odbiera się ptakom nawet to i propaguje modne ostatnio przycinanie lotek, bądź trzyma się je w zbyt małych pomieszczeniach? One naprawdę nie oswoją się szybciej po czymś takim, po prostu nie będą miały jak uciec. A przecież cały organizm i psychika tych zwierząt są zbudowane w oparciu o możliwość lotu...


Z tym pytaniem dzisiaj Was zostawiam.


Pozdrawiam!