Popularne posty

niedziela, 14 maja 2017

Czysto fotograficznie


Tak mnie, jak i moim ptakom brak ostatnio motywacji do czegokolwiek. Z początku zwalałam to na złą pogodę, ciągnącą się tygodniami. Ale teraz pogoda jest bardzo dobra, a ja i tak leżę w łóżku z książką (bynajmniej nie ptasią) i przeraża mnie perspektywa jutrzejszego rozpoczęcia tygodnia.

Szał znoszenia jajek u zeberek (Taeniopygia gutatta) i kanarków (Serinus canaria), o którym pisałam TUTAJ, udało się na szczęście wyeliminować z powodzeniem. Nadal jednak myśli moich pupili skłaniają się głównie ku rozmnażaniu. Te pierwsze intensywnie tokują, te drugie próbują zbudować gniazdo na szafie. I, jak to przy tworzeniu mieszkania, kłócą się niemożebnie. Między innymi dlatego, że Ptaszyna uważa najwyraźniej, iż osobnik płci męskiej będzie tylko przeszkadzał jej w tym zadaniu. Nie pozwala więc Arlekinowi zbliżyć się do swojej budowli, skrzętnie ukrywanej przed światem.

Papug to nie obchodzi. Żyją ostatnio w rytmie bardzo leniwym, kompletnie ignorując wszelkie próby urozmaicenia im czasu, które staram się zapewnić. Cieszą się tylko z tego powodu, że z racji ciepła i słońca mogą trochę przebywać na dworze. Ech. Mam nadzieję, że dopadło nas tylko chwilowe znużenie.

Na post też nie mam zbytnio pomysłu, aczkolwiek... Postaram się dzisiaj wyciągnąć z archiwum i dodać tutaj parę fotek, jakich jeszcze nie pokazywałam. Zdjęcia, jak zdjęcia. O ile bowiem samo fotografowanie lubię, to w stronę profesjonalnego wykonywania tego zajęcia i jego techniki zdecydowanie mnie nie ciągnie. Wolę tworzyć kadry spontanicznie, korzystając ze szczęścia i uroku chwili. Was też zapraszam do ich pooglądania.

Zapraszam wschodem Słońca...

I nawłoci pędami...


Kilka migawek z życia mojego stadka. Lubię je fotografować, przypominać sobie ich zachowania i historie.

Zeberki zajmują się obecnie głównie pogłębianiem relacji między parą. No chyba, że Czaruś postanowi zapozować. Słońce w połączeniu z jego ciemnymi piórami daje niezły efekt.

To natomiast ostatnio w głównej mierze robią faliste (Melopsittacus undulatus). Szczególnie Marian uwielbia swoją bawełnianą żerdkę, na której może spędzać czas godzinami.

Jego mina chyba tłumaczy wszystko.

Pysia. Już wspominałam, że lubię go fotografować?

Fotka zbiorcza wszystkich moich prostodziobów. Kiedyś były bardzo zgodne. Teraz jednak, kiedy Czaruś i Oberek rywalizują ze sobą o jedyną samiczkę wśród zeberek (Taeniopygia gutatta), a Arlekin i Ptaszyna nie tolerują Irminy na swoim terytorium, muszę wypuszczać je osobno.

Gwiazdnica to przysmak, dla którego ptaki potrafią stanąć na głowie...

Bądź ją stracić, zbyt mocno wyciągając szyję :).

Ptaszyna. Piękno, spokój, inteligencja i wredota, ucieleśnienie ptasiej kobiety, moja towarzyszka, którą tak ciągnie do ludzi... Kiedyś muszę poświęcić jej osobny post.

Tak wygląda, kiedy ma focha. Wymownie, prawda?
Przechodząc do dzikusków... Ostatnio trochę mi z obserwacją ptaków nie po drodze. Mam wrażenie, że wiosna przecieka mi między palcami. Nie wyszło z wyjazdem nad Biebrzę, który planowałam na poważnie... Mam nadzieję, że w następnym tygodniu uda mi się chociaż wyskoczyć na stawy rybne.


Gil (Pyrrhula pyrrhula).

Trznadel (Emberiza citrinella).

Bogatka (Parus major).

Muchołówka żałobna (Ficedula hypoleuca).


Kilka zdjęć z Raszyna. Chciałam dodać je przy innej okazji, ale trudno. Miałam ostatnio miłą wycieczkę w te strony - zresztą, czy na Stawach może być inaczej? Niczym wisienka na torcie pokazały się perkoz rdzawoszyi (Podiceps grisegena) i bernikla kanadyjska (Branta canadensis), przebywajaca ponoć w parze z gęgawą (Anser anser)...

Głowienka (Aythya ferina).

Czernica (Aythya fuligula).

Gęgawy... Jak ja lubię tamtejsze gęgawy! (Anser anser).



Perkoz dwuczuby (Podiceps cristatus).

Jak wszystko jednak, tak i nasza opowieść się tu kończy... Żegnam się z Wami zachodem Słońca i Księżycem.




Mam nadzieję, że podobał się Wam ten post o niczym...

Które zdjęcie było najładniejsze, najciekawsze? O czym chcielibyście jeszcze poczytać?

Piszcie w komentarzach!

Pozdrawiam!

sobota, 6 maja 2017

W dolinie Słudwi toczą się batalie - czyli słów kilka o batalionach


Walka rozpocznie się za 3...2...1...

Ilekroć jestem w Dolinie Słudwi, zawsze trafiam do trochę innego miejsca. I zawsze, nieodmiennie  jestem zadziwiona bogactwem przyrody, której można tu niemalże dotknąć. Wśród domów i asfaltowych dróg powstał tam bowiem mały wielki raj, gdzie setki ptaków znajdują wspaniałe miejsce do rozrodu bądź do postoju w czasie wędrówki...






Na początku maja Słudwia zadziwiła pięknym przeglądem kaczek: były krzyżówki (Anas platyrchynchos), czernice (Aythya fuligula), rożeńce (Anas acuta), płaskonosy (Anas clypeata), cyranki (Anas querquedula), cyraneczki (Anas crecca)... Nad Doliną latały także żurawie (Grus grus), głos bąka (Botaurus stellaris) dał się słyszeć z oddali. Dojrzałam kilka gatunków siewek, czajki (Vanellus vanellus) krzyczały donośnie... Ale ja przyjechałam tu dla czegoś innego - dla setek batalionów (Calidris pugnax).





Do pełnego szczęścia brakowało tylko jednego - światła. Niestety, przez większość czasu mojej wyprawy słońce skrywało się za chmurami. Nie sprzyja to robieniu zdjęć, zwłaszcza tak amatorskiemu, jakie ja uprawiam. Jestem pewna, że nie wykorzystałam w pełni możliwości, jakie wtedy oferowały mi bataliony (Calidris pugnax), pozujące kilka metrów od drogi... Może w przyszłym roku?

Ale nie przedłużając, zacznijmy naszą opowieść. Głównym celem tego postu jest bowiem przybliżenie Wam właśnie życia batalionów (Calidris pugnax). To biegusy o tak niezwykłym zachowaniu, że  książkę można byłoby o nich napisać.


Tak, biegusy - bo batalion (Calidris pugnax) jest biegusem. Na pierwszy rzut oka może to szokować, gdyż samiec tego gatunku w szacie godowej wybitnie różni się od swoich najbliższych krewniaków z rodzaju Calidris. Badania genetyczne mówią jednak same za siebie. Bo jak to się mówi - pozory często mylą.

Tryb życia batalionów (Calidris pugnax) jest wybitnie związany w wędrówkami. Te ptaki gniazdują bowiem od północno - wschodniej Europy aż po wschodnie krańce Syberii, zimują natomiast - aż w Afryce i Indiach. Do tego, okresy ich przelotów zacierają się, gdyż migracja wiosenna trwa od marca do czerwca, a jesienna - już od lipca do listopada. W miejscach zimowania bataliony (Calidris pugnax), jako stworzenia towarzyskie, potrafią tworzyć ogromne koncentracje - aż do kilkuset (!) tysięcy. Mimo życia w takich skupieniach, te ptaki nie tworzą par i nie budują między sobą głębszych relacji - w odróżnieniu od pokrewnych gatunków. Rozmnażają się na łąkach, pastwiskach, tundrze bądź torfowiskach, gdzie samica sama wysiaduje jaja i wodzi młode. Spędzają tam jednak nie więcej niż dwa miesiące, resztę roku poświęcając podróżom.


To jednak, z czego bataliony (Calidris pugnax) są znane najbardziej, to ich obyczaje godowe. W świecie ptaków bardzo często jest tak, że najbardziej efektowne toki urządzają gatunki w ogóle nie łączące się w pary. Ta reguła sprawdza się w przypadku naszych bohaterów, a ponieważ są wybitnymi milczkami, nie mogą zaimponować samicom głosem - jedynie siłą lub wyglądem. Moim zdaniem udało im się to w 100%.

Bo to właśnie dla samic bataliony (Calidris pugnax) z wiosną wykształcają ogromnie efektowne upierzenie, układające się wokół głowy na wzór kryzy. Przywodzi ono na myśl strój jakichś dawnych arystokratów. Szczególnie, że kolor tych ozdobnych piór jest inny u każdego osobnika - nie ma dwóch takich samych samców! Jakby tego jeszcze było mało, po przepierzeniu się w szatę godową bataliony (Calidris pugnax) zaczynają toczyć osobliwe walki, znajdujące odzwierciedlenie chyba we wszystkich dawnych nazwach tego gatunku: bojownik, biegus kłótnik, ptak bitny, kapłonek... Na upatrzonym miejscu samce gromadzą się, niespokojnie biegając po małym terenie. Gdy się spotkają, wywiązuje się bitwa. Rywale, pochyleni poziomo stają naprzeciw siebie, strosząc swój kołnierz i atakując się dziobami, a nawet bijąc skrzydłami w powietrzu. Zajście nigdy jednak nie kończy się niebezpiecznie bądź krwawo, gdyż toki batalionów (Calidris pugnax) służą tylko temu, by przypodobać się samicom A one z łatwością mogą je odnaleźć dzięki tym charakterystycznym popisom.


Postawa gotowości.

Jeden z batalionów (Calidris pugnax) atakuje.


Walka.

To tyle z teorii, która generalnie jest dosyć znana. Jeśli jednak przyjrzymy się głębiej zwyczajom godowym batalionów (Calidris pugnax) możemy odkryć jeszcze wiele niezwykle ciekawych, a czasem szokujących faktów.

Okazuje się bowiem, że nawet dzięki popisowym walkom niełatwo jest tym ptakom zdobyć partnerki. Dlatego bataliony (Calidris pugnax) w swojej rywalizacji uciekają się do wielu fascynujących strategii, które postaram się prześledzić. Bo na podstawie zachowań poszczególnych osobników można wyróżnić u batalionów (Calidris pugnax) dwie grupy - samców niezależnych i samców satelitarnych.




Ciemno ubarwione bataliony są nazywane samcami niezależnymi. To one starają się zdobyć w centrum tokowiska małe terytorium i bronią go zaciekle, czekając na zainteresowane samiczki. Rywali nie akceptują, może oprócz... No właśnie - samców satelitarnych.

Samce satelitarne, w kolorze jasnym, zachowują się bowiem ulegle w stosunku do swoich dominujących pobratymców. Dzięki temu są akceptowane na ich terenach i mogą przebywać blisko osobników niezależnych. Wolą towarzystwo samców, do których przylatuje najwięcej samic. Nieładnie wywdzięczają się jednak swoim gospodarzom! Gdy tylko ci odwrócą uwagę, szybko "podkradają" im partnerki... Na tym właśnie polega ich sprytny plan na przekazanie genów.






Najbardziej ciekawą grupą są jednak takie samce batalionów (Calidris pugnax), które doskonale "udają" samice. Nie wykształcają ozdobnych piór, tylko przez całe życie zadowalają się skromną, beżową szatą. Najprawdopodobniej dzięki temu mogą po prostu łatwo wmieszać się w tłum samców na tokowisku i tam podkradać konkurentom samice. Takich osobników jest jednak niewiele - może 1% populacji. Po angielsku są zwane "faeders", czyli - "ojcowie"...






Batalion (Calidris pugnax) zawsze gniazdował w Polsce raczej nielicznie. Ale jeszcze względnie niedawno nad Biebrzą istniała stabilna populacja tego gatunku. Ptaki te dotknął jednak szybki spadek liczebności w naszym kraju, obecnie się tu generalnie nie lęgną. Spotkało je to, co jeszcze kilka innych gatunków siewek związanych z tradycyjnie użytkowanymi łąkami i terenami otwartymi. Takich ekosystemów ubywa bowiem w zatrważającym tempie. To właśnie dlatego bagna, moczary, rozlewiska, łąki i ugory są niezwykle ważne i zasługują na ochronę...

I właśnie dlatego kocham Dolinę Słudwi. Wraz z jej tradycyjnymi wsiami i bogactwem zwierzęcego świata...


Razem z batalionami (Calidris pugnax) uchwycił się też rycyk (Limosa limosa) - coraz bardziej zagrożony gatunek, ze względu na zanikanie siedlisk.
Łęczak (Tringa glareola). Mimo, że w XIX wieku gniazdował w całej Polsce, także wyginął - z podobnych powodów, co bataliony (Calidris pugnax). Na szczęście, obecnie powoli znów zaczął przystępować tu do lęgów.

Kwokacz (Tringa nebularia). Mój pierwszy.




Pozdrawiam!


poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Wiosna w Stadzie

Zima jest okresem spokojnym. 

Tak, spokojnym - takie określenie najbardziej do niej pasuje. Krótkie, chłodne dni, szybko przechodzące w nocny mrok, czynią z niej porę snu i odpoczynku. I tylko śpiew kanarka (Serinus canaria) Arlekina, najbardziej melodyjny w całym roku, przebija się przez ogólną nudę.


Ptaszyna ogląda deszcz.





Ptaki dużo czasu spędzają w klatkach. W tygodniu szybko robi się ciemno, więc nie mam kiedy ich wypuścić. Natomiast pochmurne i smutne poranki w weekend też zdecydowanie mi tego nie ułatwiają. Dlatego wtedy razem uczymy się, by wykorzystywać każdy pogodniejszy dzień. Słońce, które generuje ptakom radość życia, pojawia się przecież bardzo nieregularnie. 



Pysia.


Ale w zimie - mimo wszystko - żadna pierzasta istota nie chce hibernować! Ptasia ciekawość świata, choć przytępiona przez zimowy smutek, trwa nadal. I nadal domaga się nowych doświadczeń.

Rozmarynka od zawsze była najbardziej kreatywną papużką (Melopsittacus undulatus). Nie chodzi nawet o to, że wymyślała więcej zabaw od reszty pobratymców - po prostu były one najciekawsze. Obserwowanie pomysłów tego ptaka zawsze wywoływało uśmiech i niedowierzanie. To Rozmarynka szaleńczo latała między ścianami klatki. To Rozmarynka podważała dziobem miski z jedzeniem, i reagowała zadowoleniem gdy spadły, a pokarm rozpadł się po całej klatce. To ona wreszcie urządzała gimnastykę na swojej małej huśtawce, wspinając się i balansując niczym zwinna wiewiórka. 




Migawki z życia Rozmarynki. Tu bawi się karmnikiem.


Tej zimy Rozmarynka znalazła pręt. 

Wszystko zaczęło się od tego, że ptaszysko uciekało mi z klatki. I nie wiedziałam, jakim przejściem kieruje się, by wyjść na swobodę. Wracałam do domu, otwierałam drzwi do ptasiego pokoju, słuchałam "powitalnych" głosów Stada, i... Widziałam Rozmarynkę sprytnie patrzącą się na mnie z sufitu swojej klatki. Nie robiła problemów, żeby tam wrócić. Bo ja mam takie faliste (Melopsittacus undulatus), które klatkę bardzo lubią i zawsze grzecznie w niej przesiadują. 

Rozmarynka nie była jednak na tyle sprytna, żeby ukryć przede mną to, jakim sposobem ucieka. Nigdy nie bała się człowieka, w związku z tym często bawiła się przy nim, nie zwracając uwagi na jego obecność. W końcu też tak zrobiła. I zamknęła sobie tym drogę do wolności. 

Jeden z prętów klatki był obluzowany. Cwana papuga do tej pory przy nim siedziała, aż odgięła go w taki sposób, by móc się pod nim przecisnąć. Przeraziłam się, gdy to zobaczyłam. Rozmarynka robiła kilka podejść, by ten plan się udał, a przy każdym miałam wrażenie, że wbije sobie pręt w oko. 

Rozmarynka dostała więc ostrą reprymendę za "narażanie swojego zdrowia i życia". W ogóle się tym jednak nie przejęła. Co ją obchodzi ludzka opinia? Gorzej, że wraz z napomnieniem pręt został zabezpieczony, a przejście pod nim stało się niemożliwe. Wtedy optymistyczna papuga zaczęła na nim "grać".


Polegało to na nieustannym, cyklicznym szarpaniu pręta dziobem - wydawał wtedy mocny, charakterystyczny odgłos. Wątpię, że Rozmarynka wierzyła, by udało się jej jeszcze uciec. Taka głupia to ona nie jest, wbrew pozorom. Ale najwyraźniej ją to bawiło. Taka symfonia ostrych dźwięków czasami trwała kilka godzin. A każdy z domowników zastanawiał się, skąd pochodzą odgłosy...



video
Filmik poglądowy. Jakość "kalkulatorowa" ale trudno.


°°°°


W końcu przyszła wiosna.


A jak przyszła, to z przytupem! Słońce mocno świeciło, na dworze było cieplutko, rośliny puściły pędy. Nawet ludzie cieszą się z takiej pogody, ptaki tym bardziej. 


Ciężko nawet opisać euforię, jaka powstała w Stadzie. Szczególnie widać było to u papużek falistych (Melopsittacus undulatus). Nagle zachciało im się wszystkiego. Latania, zabawy, kąpieli w ciepłej wodzie, odkrywania w pokoju nowych miejsc. Zeberki (Taeniopygia gutatta) i kanarki (Serinus canaria) dzielnie im w tym pomagały. Obserwowanie ich wolnych lotów w tym okresie było aż wzruszające. To są zwierzęta, które cieszą się z każdej, nawet najmniejszej rzeczy. Jak wyglądałoby życie ludzkie, gdybyśmy tak potrafili?


Marian coś kombinuje.


Irmina obgryza gałęzie.



Kąpiel w Zielonym Bajorku. Romantyczna nazwa level ja.



video
Jest gwiazdnica - jest zabawa!!!


Efekty kąpieli.



°°°

Wiosna ma też swoje mankamenty.


Pisanka Irminy.


Zaczęło się od Bezy. Znalazłam na dole jej klatki jajko. Na wpół zjedzone. Z Irminą poszło już szybko. Ta zniosła jajko w swojej miseczce.


Wiosna jest niestety takim czasem, kiedy dłuższy dzień i/lub obfitość świeżych roślin przypomina ptakom o lęgach. Zaczynają więc szukać miejsca na gniazdo i zbierać materiały do jego budowy - pióra, papierki, kawałki jedzenia. A gniazdem może być wszystko - nawet pojemnik na ziarno. Naturalny stan, nie da się tego zatrzymać bez większej ingerencji w ptasią dietę lub cykl dobowy. Przynajmniej mi się nie udało.


Co innego ze znoszeniem jajek. Część ptaków nie robi tego wcale, a u drugiej części da się często to znoszenie ograniczyć lub "uniemożliwić", że tak powiem. Zwykle bardzo duży wpływ na produkcję jaj u samiczki ma obecność w jej otoczeniu potencjalnego gniazda - miski, ciemnego kąta czy czegoś w tym stylu. Zatem trzeba zadbać, by ptak nie miał z takimi miejscami styczności. I tu popełniłam błąd. Nawet nie do końca świadomie zaoferowałam Irminie piękny, okrągły pojemniczek, wręcz idealny na miejsce lęgowe (w jej rozumieniu oczywiście, bo nie w moim). Włożyłam jej do klatki - na jeden (!) dzień. Efekt było widać na zdjęciu. Mój błąd. Mam nadzieję, że skończy się on na niewielkiej ilości jajek...


Gorszy problem mam z Bezą. Ta znosi jajka serią. Jeszcze nigdy nie miałam samiczki, która byłaby tak nakręcona na lęgi. W takim przypadku trzeba już trochę ingerować. Uważać z podawaniem białka i zieleniny - obserwować, czy coś w diecie ptaka nie zachęca go do rozmnażania. W cięższych przypadkach można skrócić dzień zwierzakom albo pozostawić im możliwość wysiadywania - takich jajek oczywiście, z których piskląt nie będzie. Dzięki temu jest szansa, że nie będą znosić kolejnych, a tylko zajmować się już istniejącymi. Z Bezą by to nie przeszło - ona znosi jajka na dno klatki i nie jest zainteresowana dalszą opieką. Czasami mi żal tych embrionów.


°°°


Wiosenne amory i radości są częścią ptasiego życia. Nie zawsze łatwe (o ironio!) do zniesienia, ale zawsze piękne i fascynujące. Jak to dobrze, że mam moje Stado. I to wszystko mogę przeżywać razem z nimi.



Czaruś zajęty pieśnią.



Kanarki tulą się po kąpieli.


Pozdrawiam!




I wesołego... Jajka??? Nie, dość jajek. Zdecydowanie!