Popularne posty

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Wiosna w Stadzie

Zima jest okresem spokojnym. 

Tak, spokojnym - takie określenie najbardziej do niej pasuje. Krótkie, chłodne dni, szybko przechodzące w nocny mrok, czynią z niej porę snu i odpoczynku. I tylko śpiew kanarka (Serinus canaria) Arlekina, najbardziej melodyjny w całym roku, przebija się przez ogólną nudę.


Ptaszyna ogląda deszcz.





Ptaki dużo czasu spędzają w klatkach. W tygodniu szybko robi się ciemno, więc nie mam kiedy ich wypuścić. Natomiast pochmurne i smutne poranki w weekend też zdecydowanie mi tego nie ułatwiają. Dlatego wtedy razem uczymy się, by wykorzystywać każdy pogodniejszy dzień. Słońce, które generuje ptakom radość życia, pojawia się przecież bardzo nieregularnie. 



Pysia.


Ale w zimie - mimo wszystko - żadna pierzasta istota nie chce hibernować! Ptasia ciekawość świata, choć przytępiona przez zimowy smutek, trwa nadal. I nadal domaga się nowych doświadczeń.

Rozmarynka od zawsze była najbardziej kreatywną papużką (Melopsittacus undulatus). Nie chodzi nawet o to, że wymyślała więcej zabaw od reszty pobratymców - po prostu były one najciekawsze. Obserwowanie pomysłów tego ptaka zawsze wywoływało uśmiech i niedowierzanie. To Rozmarynka szaleńczo latała między ścianami klatki. To Rozmarynka podważała dziobem miski z jedzeniem, i reagowała zadowoleniem gdy spadły, a pokarm rozpadł się po całej klatce. To ona wreszcie urządzała gimnastykę na swojej małej huśtawce, wspinając się i balansując niczym zwinna wiewiórka. 




Migawki z życia Rozmarynki. Tu bawi się karmnikiem.


Tej zimy Rozmarynka znalazła pręt. 

Wszystko zaczęło się od tego, że ptaszysko uciekało mi z klatki. I nie wiedziałam, jakim przejściem kieruje się, by wyjść na swobodę. Wracałam do domu, otwierałam drzwi do ptasiego pokoju, słuchałam "powitalnych" głosów Stada, i... Widziałam Rozmarynkę sprytnie patrzącą się na mnie z sufitu swojej klatki. Nie robiła problemów, żeby tam wrócić. Bo ja mam takie faliste (Melopsittacus undulatus), które klatkę bardzo lubią i zawsze grzecznie w niej przesiadują. 

Rozmarynka nie była jednak na tyle sprytna, żeby ukryć przede mną to, jakim sposobem ucieka. Nigdy nie bała się człowieka, w związku z tym często bawiła się przy nim, nie zwracając uwagi na jego obecność. W końcu też tak zrobiła. I zamknęła sobie tym drogę do wolności. 

Jeden z prętów klatki był obluzowany. Cwana papuga do tej pory przy nim siedziała, aż odgięła go w taki sposób, by móc się pod nim przecisnąć. Przeraziłam się, gdy to zobaczyłam. Rozmarynka robiła kilka podejść, by ten plan się udał, a przy każdym miałam wrażenie, że wbije sobie pręt w oko. 

Rozmarynka dostała więc ostrą reprymendę za "narażanie swojego zdrowia i życia". W ogóle się tym jednak nie przejęła. Co ją obchodzi ludzka opinia? Gorzej, że wraz z napomnieniem pręt został zabezpieczony, a przejście pod nim stało się niemożliwe. Wtedy optymistyczna papuga zaczęła na nim "grać".


Polegało to na nieustannym, cyklicznym szarpaniu pręta dziobem - wydawał wtedy mocny, charakterystyczny odgłos. Wątpię, że Rozmarynka wierzyła, by udało się jej jeszcze uciec. Taka głupia to ona nie jest, wbrew pozorom. Ale najwyraźniej ją to bawiło. Taka symfonia ostrych dźwięków czasami trwała kilka godzin. A każdy z domowników zastanawiał się, skąd pochodzą odgłosy...



video
Filmik poglądowy. Jakość "kalkulatorowa" ale trudno.


°°°°


W końcu przyszła wiosna.


A jak przyszła, to z przytupem! Słońce mocno świeciło, na dworze było cieplutko, rośliny puściły pędy. Nawet ludzie cieszą się z takiej pogody, ptaki tym bardziej. 


Ciężko nawet opisać euforię, jaka powstała w Stadzie. Szczególnie widać było to u papużek falistych (Melopsittacus undulatus). Nagle zachciało im się wszystkiego. Latania, zabawy, kąpieli w ciepłej wodzie, odkrywania w pokoju nowych miejsc. Zeberki (Taeniopygia gutatta) i kanarki (Serinus canaria) dzielnie im w tym pomagały. Obserwowanie ich wolnych lotów w tym okresie było aż wzruszające. To są zwierzęta, które cieszą się z każdej, nawet najmniejszej rzeczy. Jak wyglądałoby życie ludzkie, gdybyśmy tak potrafili?


Marian coś kombinuje.


Irmina obgryza gałęzie.



Kąpiel w Zielonym Bajorku. Romantyczna nazwa level ja.



video
Jest gwiazdnica - jest zabawa!!!


Efekty kąpieli.



°°°

Wiosna ma też swoje mankamenty.


Pisanka Irminy.


Zaczęło się od Bezy. Znalazłam na dole jej klatki jajko. Na wpół zjedzone. Z Irminą poszło już szybko. Ta zniosła jajko w swojej miseczce.


Wiosna jest niestety takim czasem, kiedy dłuższy dzień i/lub obfitość świeżych roślin przypomina ptakom o lęgach. Zaczynają więc szukać miejsca na gniazdo i zbierać materiały do jego budowy - pióra, papierki, kawałki jedzenia. A gniazdem może być wszystko - nawet pojemnik na ziarno. Naturalny stan, nie da się tego zatrzymać bez większej ingerencji w ptasią dietę lub cykl dobowy. Przynajmniej mi się nie udało.


Co innego ze znoszeniem jajek. Część ptaków nie robi tego wcale, a u drugiej części da się często to znoszenie ograniczyć lub "uniemożliwić", że tak powiem. Zwykle bardzo duży wpływ na produkcję jaj u samiczki ma obecność w jej otoczeniu potencjalnego gniazda - miski, ciemnego kąta czy czegoś w tym stylu. Zatem trzeba zadbać, by ptak nie miał z takimi miejscami styczności. I tu popełniłam błąd. Nawet nie do końca świadomie zaoferowałam Irminie piękny, okrągły pojemniczek, wręcz idealny na miejsce lęgowe (w jej rozumieniu oczywiście, bo nie w moim). Włożyłam jej do klatki - na jeden (!) dzień. Efekt było widać na zdjęciu. Mój błąd. Mam nadzieję, że skończy się on na niewielkiej ilości jajek...


Gorszy problem mam z Bezą. Ta znosi jajka serią. Jeszcze nigdy nie miałam samiczki, która byłaby tak nakręcona na lęgi. W takim przypadku trzeba już trochę ingerować. Uważać z podawaniem białka i zieleniny - obserwować, czy coś w diecie ptaka nie zachęca go do rozmnażania. W cięższych przypadkach można skrócić dzień zwierzakom albo pozostawić im możliwość wysiadywania - takich jajek oczywiście, z których piskląt nie będzie. Dzięki temu jest szansa, że nie będą znosić kolejnych, a tylko zajmować się już istniejącymi. Z Bezą by to nie przeszło - ona znosi jajka na dno klatki i nie jest zainteresowana dalszą opieką. Czasami mi żal tych embrionów.


°°°


Wiosenne amory i radości są częścią ptasiego życia. Nie zawsze łatwe (o ironio!) do zniesienia, ale zawsze piękne i fascynujące. Jak to dobrze, że mam moje Stado. I to wszystko mogę przeżywać razem z nimi.



Czaruś zajęty pieśnią.



Kanarki tulą się po kąpieli.


Pozdrawiam!




I wesołego... Jajka??? Nie, dość jajek. Zdecydowanie!

niedziela, 2 kwietnia 2017

Wędrując wśród gęsi

Nie narzekam na żadną porę roku. Cieszę się z lata, zimy, a nawet późnej jesieni. Wychodzę bowiem z założenia, że przez cały rok dzieje się w przyrodzie coś ciekawego. A skoro się dzieje, nie ma mowy o narzekaniu.

Nadal jednak z największym entuzjazmem reaguję na przyjście wiosny. 

A ta wiosna jest już, i to jest piękna. Ptaki powracają ze swoich zimowisk dosłownie z dnia na dzień. Są w mojej okolicy już choćby grzywacze Columba palumbus, kopciuszki Phoenicurus ochruros, szpaki Sturnus vulgaris, śpiewaki Turdus philomelos, pliszki siwe Motacilla alba, kulczyki Serinus seriunus, kapturki Sylvia atracapilla czy dudki Upupa epops! Ptasie śpiewy i nawoływania ciągle przybierają na sile. Teraz ze zdwojoną energią chce się wychodzić w teren.


Tutaj jeszcze resztki zimy. Czyli pewna ruchliwa trzpiotka - czeczotka Acanthis flammea. Ptaszek już w szacie godowej.


To właśnie dlatego tydzień temu, 26 marca, wybrałam się na wycieczkę do Złakowa Kościelnego. To wieś leżąca w powiecie łowickim, w gminie Zduny. Oprócz pięknego zabytkowego kościoła oraz procesji na Boże Ciało, z których jest znana, ma też coś jeszcze - złakowskie łąki to obszar Natura 2000 "Dolina Słudwi i Przysowy". O każdej porze roku można tam spotkać ciekawe ptaki. Złaków bowiem jest nadal tradycyjną, cichą wsią, z mozaiką pól, ugorów i ogromnych rozlewisk. Nie da się opisać jej piękna.


Rozlewiska.


Z widokiem na kościół.


Glównym punktem programu miały być gęsi. O tej porze trwają bowiem przeloty tych ptaków, a w Dolinie Słudwi corocznie zatrzymuje się ich aż kilka tysięcy. Liczba robi wrażenie, bo Złaków nie jest w końcu dzikim rezerwatem ani znanym parkiem narodowym, tylko normalną, zamieszkaną przez ludzi miejscowością.




Na początku, po dojechaniu na miejsce, pokazało się jednak coś innego, jakby na dobrą wróżbę. Mianowicie dwie kuropatwy Perdix perdix, które widziałam po raz pierwszy. Populacja tych ptaków dosyć szybko się zmniejsza, niestety. Dolina Słudwi i Przysowy jest jednak ich ostoją, jak i ostoją wielu innych "wiejskich" gatunków. 

Gdy wysiadłam z auta, okazało się, że przypadkowo zaparkowaliśmy niedaleko małego stadka gęsi białoczelnych Anser albifrons. Były niepłochliwe, mogłam fotografować je z bliska, a później bez problemu obejść poboczem drogi.


Ot, białoczółki - Anser albifrons.




W tym czasie zauważyłam kolejne ugrupowanie gęsi, trochę dalej. Ptaki jednak odleciały, kiedy tylko mnie zobaczyły. Śledząc je lornetką, zauważyłam nagle na horyzoncie pole, na którym gęsi stały setkami. Było to ogromnie daleko, mimo to pobrnęłam w tamtą stronę po podmokłej trawie i... gęsich odchodach. 

W międzyczasie wyszło słońce. I dopiero w czasie tej wędrówki można było zobaczyć, jak niezwykłym miejscem jest Złaków. Wokół krążyło po niebie, wykonywało loty tokowe i krzyczało mnóstwo czajek Vanellus vanellus. Polowała pustułka Falco tinnunculus oraz błotniak stawowy Circus aeruginosus. Siewki złote Pluvialis apricaria zrywały się stadami w powietrze. Przeleciał pojedynczy rycyk Limosa limosa. (Te dwa ostatnie gatunki widziałam zresztą po raz pierwszy). Wokół żerowały także zające i sarny. Ganiały się rozśpiewane potrzeszcze Emberiza calandra i skowronki Alauda arvensis. Pojawił się pojedynczy bielik Haliaeetus albicilla.





Małe stadko siewek złotych Pluvialis apricaria w locie.


W takich chwilach odczuwam zawsze nieopisaną radość, spokój i jedność z przyrodą. Bo przecież te wszystkie stworzenia żyją sobie dosłownie wewnątrz wsi, obok ludzkich domów. Czy człowiek może więc egzystować zgodnie z naturą? Może, bo Dolina Słudwi i Przysowy to wręcz enklawa Życia. Tylko trzeba chcieć. 

A uczucia pokojowego przebywania wśród dzikich zwierząt i roślin nie da się opisać, można jedynie przeżyć...



Przyroda jest naprawdę nieopisanym darem dla człowieka. Doceńmy to.


W końcu... Doszłam do upragnionych gęsi! I trochę się zdziwiłam, bo było ich znacznie więcej, niż się spodziewałam. Setki ptaków żerowały w rozciągniętym chyba na połowę horyzontu pasie. Pod oknami ludzkich domostw... Jak to dobrze, że są jeszcze takie miejsca.






Zdecydowanie dominowały tam gęsi białoczelne Anser albifrons. Z uwagi na dużą odległość i wiatr utrudniający obserwacje tak naprawdę praktycznie nie widziałam wśród nich gęsi zbożowych Anser fabalis czy gęgaw Anser anser (choć to też pospolite gatunki). Te ostatnie udało mi się wypatrzyć wcześniej, jeszcze w czasie podchodzenia stada. Jednak widać je było tylko w parach i małych grupach. 

O wiele łatwiej było znaleźć wśród stada gęsi bernikle białolice Branta leucopsis. Gniazdują one na wyspach dalekiej Północy (Grenlandia, Islandia), oraz w Skandynawii i rejonach morza Bałtyckiego. W Polsce są na przelotach nieliczne, lecz pojawiają się regularnie. Było ich naprawdę sporo, jak na ten gatunek, gdyż 16 - 20 osobników stwierdziłam dzisiaj na pewno. I było to moje pierwsze spotkanie z tą gęsią. Ale to i tak nic, bo w całej Dolinie Słudwi doliczono się tego dnia ponad 50 bernikli.



Tutaj, z lewej strony, w środku stada, widać właśnie dwie berki białolice Branta leucopsis.

Na tym zdjęciu natomiast uchwyciła się największa ilość bernikli białolicych Branta leucopsis. Aż 12 - a przecież fotografia przedstawia tylko niewielką część stada!

Nagrałam też dla Was jeden filmik. Jakość może i jest godna lekkiego pożałowania, ale przynajmniej widać na nim całe gęsie stado...





Długo trwały zachwyty nad ptakami i nad tym miejscem. W końcu wróciliśmy do auta. Miałam poobserować jeszcze trochę siewki, kaczki i łabędzie na okolicznych rozlewiskach (bo przez cały czas wycieczki chodziłam tylko po polach), ale w końcu zmęczenie wzięło górę. No i nic przez to nie straciłam. W końcu w Dolinie Słudwi i Przysowy będę pewnie w tym roku jeszcze często. Starczy więc czasu na wszystkie żyjące tutaj gatunki. 


Pozdrawiam!


Ps. Ostatnio mam bardzo duże zaległości w czytaniu blogów. Zdaję sobie z tego sprawę i serdecznie przepraszam wszystkie Osoby, które przestałam odwiedzać regularnie. Nie zapomniałam o Was i jestem pewna, że już niedługo uda mi się unormować sytuację.