piątek, 16 czerwca 2017

Jak to się zaczęło - moja historia z ptakami i przyrodą

Mam wielką ochotę, żeby znów coś do Was napisać. Wprawdzie przerwa, jaka minęła od ostatniego postu jest krótka (porównując do wcześniejszej częstotliwości mojego blogowania), ale to przecież nic nie szkodzi. Po tak długiej nieobecności właściwie wypadałoby nadrobić zaległości. A mam w końcu o czym pisać. Wokół pełno ptaków, w archiwum pełno zdjęć, w Stadzie pełno historii. Naprawdę, nie mogę się nudzić!

Ot, chociażby te zdjęcia, jakie postaram się wpleść w dzisiejszy post. Pochodzą ze Złakowa Kościelnego - ostatnimi czasy jestem tam bardzo często! Mimo to, ziemia łowicka jeszcze mi nie spowszedniała, wręcz przeciwnie. Co prawda, mniej jest tam teraz ciekawie niż wcześniej na wiosnę - ale taka pora roku, nie ma się co dziwić. Zresztą "mniej ciekawie" w kontekście Złakowa nadal oznacza dużo ptaków. A oprócz tego niepowtarzalny klimat tradycyjnej wsi, mnogość wspaniałych krajobrazów i organizmów zasiedlających ten teren...

Zanim jednak przejdę do właściwej części postu, jeszcze taka krótka lista. Być może komuś przydadzą się bowiem dokładniejsze informacje na temat ptaków, jakie można teraz zobaczyć w Złakowie:

  • Gęgawy (Anser anser)
  • Kaczki, których nie oznaczałam
  • Łyski z młodymi (Fulica atra)
  • Żurawie (Grus grus)
  • Czajki (Vanellus vanellus) - masa
  • Rycyki (Limosa limosa)
  • Kszyki (Gallinago gallinago)
  • Śmieszki (Choichrocephalus ridibundus) - kolonia
  • Rybitwy białowąse (Chlidonias hybrida)
  • Rybitwy czarne (Chlidonias niger)
  • Bociany czarne (Ciconia nigra)
  • Bociany białe (Ciconia ciconia)
  • Bąki (Botaurus stellaris) - odzywają się nawet w południe
  • Czaple siwe (Ardea cinerea)
  • Czaple białe (Ardea alba)
  • Błotniaki stawowe (Circus aeroginosus)
  • Rokitniczki (Acrocephalus schoenobaenus) - w tym moja ulubienica, śpiewająca na drzewie
  • Łozówki (Acrocephalus palustris)
  • Trzcinniczki (Acrocephalus scirpaceus)
  • Trzciniaki (Acrocephalus arundinaceus)
  • Pokląskwy (Saxicola rubetra)
  • Pliszki żółte (Motacilla flava)
  • Potrzosy (Emberiza schoeniclus)

I oczywiście o wiele więcej.



Zawsze z przyjemnością i ciekawością czytam tekst opowiadający o początkach jakiejś pasji u danej osoby. Zajmująca jest historia rozwoju zainteresowania, przyczyny i skutki, jakie ono wywołało. A ponieważ teraz mam wenę, postanowiłam opisać, jak to się u mnie zaczęło - i jak do dzisiaj trwa!

Co spowodowało, że wybrałam akurat ptaki?

Rycyk (Limosa limosa).

Prawie nikt z mojej rodziny nie interesował się przyrodą. Z opowieści rodziców znam tylko dziadka, wyjątkowo lubiącego ptaki. Samodzielnie konstruował dla nich budki lęgowe, mocując je później na drzewach i płotach. Stare, spróchniałe, zniszczone przez wiatr i deszcz - wiszą tam nadal, jak małe znaki czasu.

Nigdy go nie poznałam.

Jakkolwiek jednak nikt mnie miłością do świata żywego nie zainteresował, sama ją w sobie pielęgnowałam - przed dłuższy czas jednak dziecinnie i nieudolnie. Zawsze zatrzymywałam się przed wejściem do miejskiego parku - tam, gdzie stała tablica z rysunkami najpospolitszych ptaków, które można zobaczyć. To były czasy, kiedy nawet dzwońce (Chloris chloris) wydawały się tak egzotyczne, rzadkie i nieosiągalne.

Pliszka żółta (Motacilla flava).


Późniejsza przeprowadzka do małej miejscowości wśród lasów miała minusy, ale miała również ten podstawowy plus, że kontakt z przyrodą był tu zdecydowanie łatwiejszy do osiągnięcia. Wielka Puszcza sama zaczęła mnie wychowywać. Pamiętam ten zachwyt nad sójką (Garrulus glandarius), która usiadła blisko na gałęzi. Oraz wypatrywanie odzywającego się dzięciołka (Dryobates minor) w koronach drzew. Nawet najpospolitsze gatunki wywoływały radość choćby z tego powodu, że widziałam je dopiero po raz pierwszy. Czasem chciałabym, żeby to wróciło. Bo teraz, chcąc zobaczyć nowe życiówki (lifers) zwykle muszę odwiedzać miejsca zdecydowanie dalej położone.

Rybitwa czarna (Chlidonias niger).


Później udało się nam zapoznać z Ludźmi, którzy Puszczę znali na co dzień i byli wtajemniczeni w jej sekrety. To dzięki Nim mogłam przeżyć niezapomniany widok bociana czarnego (Ciconia nigra) w środku lasu, koncert derkaczy (Crex crex) na łące, albo swoje pierwsze rykowisko. Wszystko było nowe i ciekawe, a nieznane gatunki ptaków czekały na każdym kroku.

Bo już wtedy mówiłam, że intetesuję się ptakami. Chyba nie miałam jakiegoś momentu przełomowego, który by do tego doprowadził. Pamiętam jednak swój pierwszy atlas, jaki dostałam. Z perspektywy czasu wiem, że nie był zbyt dobrze opracowany - ale mogłam przeglądać go godzinami, podziwiając zdjęcia i czytając informacje. Później był Sokołowski, Kruszewicz, Collins. A później, także dzięki internetowi, zaczęłam stopniowo poznawać, jak wygląda ptasiarstwo (birdwatching) na świecie i jak wiele mam jeszcze do nauczenia się na tym polu. Zaczęłam tworzyć swoje listy gatunkowe i uczyć się prawidłowego oznaczania. A także coraz więcej czasu spędzać na obserwacjach.

Pokląskwa (Saxicola rubetra).


W międzyczasie rozwijałam swoją ptasią hodowlę. Wszystko zaczęło się od dwóch papużek falistych (Melopsittacus undulatus) jakie dostałam parę lat temu. Uważam, że było to za wcześnie. Nie miałam tyle doświadczenia, by odpowiednio się nimi zająć. Ale to się zmieniało. Miałam szczęście, że udawało mi się czerpać wiedzę o ptakach z takich źródeł, które koncentrowały się na psychice i dobrym samopoczuciu tych zwierząt. Ispirowali mnie ludzie, traktujący ptaki jak czujące istoty - zapewniający im wolność, ruch, zabawę, odpowiednie pożywienie. Nie bojący się krytykować niszczenia ptasiej natury poprzez ręczne karmienie, trzymanie w samotności czy podcinanie lotek. Kontakt z nimi był wspaniałym okresem w moim życiu.

Teraz trochę to się zmieniło - z różnych względów. Nadal wprawdzie kocham swoje ptaki, a na ich temat mogłabym rozmawiać godzinami. Jednak smuci mnie fakt, że tak niewiele osób dostrzega w nich inteligencję, uczuciowość, silne przywiązanie i umiejętność tworzenia relacji społecznych. Zbyt często są traktowane jak pupilki, które powinny skupiać się wyłącznie na swoim właścicielu. A to dla nich nienaturalne, gdyż zawsze będą dążyły do stworzenia partnerskiej więzi tylko z drugim osobnikiem swojego gatunku. Człowiek może być ich kompanem, ale nie jedynym i najważniejszym.

Dokumentacja bociana czarnego (Ciconia nigra). Mój aparat ze zdjęciami lecących ptaków radzi sobie bardzo słabo.


Albo inny przykład postrzegania ptaków - jako potrzebne jedynie do produkcji potomstwa w hodowli. Takimi można manipulować, dowolnie łączyć i rozdzielać związane pary albo nawet całe rodziny w okresie rozmnażania, nie myśląc o ich stresie i emocjach. Trzymać w małych klatkach, pozbawiać naturalnych warunków dla osiągnięcia jakiegoś celu. I wcale nie mam tu na myśli postępowania pojedynczych ludzi uznanych za "dręczycieli zwierząt" - tak robią popularne, znane osoby, o tym się pisze w książkach na temat ptaków ozdobnych.

Pliszka żółta (Motacilla flava).

I w końcu dochodzimy w naszej opowieści do założenia tego bloga. Stworzyłam go, gdyż już od dłuższego czasu chodziła za mną chęć pisania o swojej pasji w internecie. Na początku jednak nie miałam zbyt wielkiego zacięcia do blogowania. Ale w miarę upływu czasu, w miarę poznawania nowych wiadomości o ptakach, w miarę odkrywania innych ludzi i innych blogów - jestem tu, gdzie jestem. Uwielbiam świat ptasi, a swoją przyszłość wiążę z biologią. I jestem szczęśliwa.

Rybitwa czarna (Chlidonias niger).

Pokląskwa (Saxicola rubetra).

Rybitwa czarna (Chlidonias niger).

Łąka z kszykiem (Gallinago gallinago).


Takich małych żabek/ropuszek (jeszcze ze szczątkowymi ogonkami) były setki. W wodzie pływało też mnóstwo kijanek.

Wow, jaki długi post wyszedł! Dla wytrwałych, którzy przeczytali do końca - uroczy mazurek (Passer montanus) z mojego podwórka.


Pozdrawiam!

piątek, 9 czerwca 2017

Wróciłam

Sierpówka (Streptopelia decaocto).

Oj, zaniedbałam ostatnio tego bloga, zaniedbałam. Brak było trochę czasu (kilka tygodni przed zakończeniem roku szkolnego zawsze jest ciężko), ale brak było i chęci. Nie ma się chyba jednak nad czym rozwodzić - wróciłam i postaram się rozpoczynać kolejne dni już pamiętając o blogowym rytmie.

Połowa czerwca niedługo, wakacje za pasem, a mnie coraz bardziej dobija ten fakt. No bo ile mieliśmy wiosny w tym roku, ile? Nawet teraz ciągle zdarza się pochmurna pogoda, a tego, co się działo w kwietniu i maju, nie muszę chyba wspominać. Niewiele skorzystałam z wiosennych dni, a przecież ta pora roku mija szczególnie szybko. Może dlatego, że w ptasim świecie panuje wtedy ożywiony ruch - wszystkie gatunki ścigają się, by jak najszybciej powrócić z migracji, zająć odpowiednie terytorium i wyprowadzić pisklęta. Z każdym tygodniem widać więc nowe zmiany.

Lato natomiast to okres wyciszenia. W przyrodzie czas jakby zwalnia. Zaczyna znów biec szybciej dopiero w okresie ponownych ptasich przelotów - ale to już jesień, z opadłymi liśćmi i przygnębiającą szarugą.

Ptakom jednak obowiązków nie ubywa. Nawet, jeśli wykarmiły pierwsze lęgi, muszą jeszcze opiekować się podlotami. Sporo ich widzę w swojej okolicy. Szpaki (Sturnus vulgaris) zaczęły powoli łączyć się w stadka. Niektóre ich tegoroczne młode są już w pełni samodzielne, a inne - mimo że same zdobywają pożywienie - w czasie żerowania kurczowo trzymają się rodziców. Wygląda to dosyć zabawnie.

Szpak - dorosły (Sturnus vulgaris).

Szpak - młody (Sturnus vulgaris).


Niedawno moja znajoma znalazła przed domem młodą srokę (Pica pica). Ładnie upierzony podlot, najwyraźniej bystry i w dobrej kondycji. Jedyne, co mogło u niego niepokoić, to oko, którego nie otwierał i wokół którego nie rosły pióra. Nie wiem dokładnie, co było ptakowi, ale skończyło się tym, że wrócił na wolność.

Od jakiegoś czasu w okolicy grasują też podloty sójek (Garrulus glandarius). Młode mają głos cichy, zdecydowanie słabszy niż ich rodziców. Zawsze trzymają się w stadku - gęsiego przelatują na sąsiednie drzewa. I przejmująco żebrzą o jedzenie.

Sójka (Garrulus glandarius).


Na jednym z drzew w moim ogrodzie usiadła też niedawno wilga (Oriolus oriolus). Ale jaka! Samiec w pełnej krasie, eksponujący się pięknie z niskiej gałęzi. Ach, gdybym miała aparat...

...Ale aparatu nie miałam, więc wilgi (Oriolus oriolus) nie będzie. Na pocieszenie dudek (Upupa epops). Też kolorowy.


Coraz częściej mam taki nastrój, że zaczynam rozmyślać. Myślę o przyrodzie - jak wielkim cudem w swojej postaci jest każda pojedyncza komórka. I jak wiele milionów żywych stworzeń otacza nas w każdej chwili. To w dużej mierze jednokomórkowe maleństwa, których nie dostrzegamy gołym okiem. Ale czy potrafilibyśmy żyć bez nich?

Natura jest niesamowicie rozległa i bogata w gatunki, a przecież każdy gatunek ma wyjątkowe cechy, których całkowite zbadanie być może nigdy nie nastąpi.Nawet poświęcając cały swój czas na poznawanie przyrody, można poznać tylko jej małą cząstkę. Czasami widzę wyraźnie, że na wszystkie plany, które chciałabym zrealizować, życia chyba by mi nie starczyło.

Kiedy byłam młodsza niż jestem teraz, ale już na tyle dojrzała, że ptaki zaczynały stawać się jedną z najważniejszych części mojego życia, mówiłam wszystkim, że chcę zostać ornitologiem. Wiadomo - jak wszystko z ptakami, to zawód też. Marzenie jednak wyparowało z biegiem czasu. Teraz już wiem, że chciałabym się zająć po prostu biologią - i do tego niezmiennie dążę. Czy może być coś piękniejszego niż nauka o życiu?

A specjalizowanie się akurat w ornitologii jakoś mniej mnie pociąga.

Bocian biały (Ciconia ciconia).


Niedawno odkryłam w swojej okolicy naprawdę piękne miejsce. "Piękne" jednak nie w zwykłym tego słowa znaczeniu. To bowiem tylko dwa sztuczne stawy, otoczone dzikimi zaroślami i dzikimi wysypiskami śmieci. Ale ptakom powodzi się tam doskonale. Są stada grzywaczy (Columba palumbus), szpaków (Sturnus vulgaris), trzciniaki (Acrocephalus arundinaceus), łozówki (Acrocephalus palustris), cierniówki (Sylvia communis), zaganiacze (Hippolais icterina), czajki (Vanellus vanellus), słowik szary (Luscinia luscinia)...

Zaganiacz (Hippolais icterina).

Jak wyżej.

Czajka (Vanellus vanellus).

Kukułki (Cuculus canorus) zaraz będą zbierać się do migracji. Kto jeszcze w tym roku nie widział, musi się spieszyć. Tu zdjęcie dokumentacyjne jednego ze spotkań.
Udało mi się też wybrać do ukochanego Złakowa. TU RELACJE Z INNYCH WYCIECEK DO TEGO MIEJSCA Mogę chyba tylko powiedzieć, że było więcej niż pięknie. Łąki rozbrzmiewały naturalnym ptasim gwarem, o którego tak ciężko w wielu miejscach Polski. Nad wodą krążyły dostojnie rybitwy białowąse (Chlidonias hybrida), co by nie mówić, jedne z najładniejszych rybitw. W trzcinach rządziły rokitniczki (Acrocephalus schoenobaenus). Ale najwspanialsze i tak były niezawodne siewki (waders). Krwawodzioby (Tringa totanus) żerowały wraz z czajkami (Vanellus vanellus), a rycyki (Limosa limosa) i kszyki (Gallinago gallinago) wykonywały loty tokowe! Pierwszy raz miałam przyjemnośc obserwować coś takiego. Niestety mam bardzo mało zdjęć, gdyż światło było tragiczne, a ptaki płochliwe.

Rybitwa białowąsa (Chlidonias hybrida).

Pliszka żółta (Motacilla flava).
I tym akcentem kończę dzisiejszy wpis. Mimo wszystko, czekam jednak na te wakacje. Mając tyle wolnego czasu, można w zupełności oddać się pasji.

Pozdrawiam!