wtorek, 14 czerwca 2016

Weekendowy wypad cz.2 - wieś

Zgodnie z obietnicą druga część weekendowego wypadu:

W piątek przyjechałam zatem na wieś, gdzie moja rodzina ma dom. Mieliśmy tam tymczasowo mieszkać przez te trzy dni. Wieczorem, po przyjeździe, około godziny dziesiątej wyszłam na dwór poszukać lelka, który odzywał się tu w tamtym roku. Od razu usłyszałam charakterystyczny terkot. Lelek! Niestety nie udało mi się go zobaczyć, ale nie mogę narzekać.

Już wiecie, co się działo w sobotę rano - byłam nad Narwią. Ale w sobotę po południu wybrałam się na spacer po okolicznych polach w nadziei, że wypatrzę jakiegoś ciekawego ptaka. I zobaczyłam życiówkę - srokosza! Zawsze chciałam go spotkać... Oprócz tego było mnóstwo skowronków i potrzeszcze, krążył błotniak stawowy.

Rano, w niedzielę, przed wyjazdem wybrałam się jeszcze raz na taki spacer. Chciałam zobaczyć trochę więcej gatunków niż wczoraj. Przeliczyłam się, ale odkryłam, że w pobliskim jeziorku z wysokimi skarpami żyją brzegówki - znów życiówka. Co prawda skarpy powstały sztucznie, przez wybieranie w tamtym miejscu piasku. Na szczęście w części jeziorka już się tego nie robi, więc jaskółki mają dogodne miejsce na kolonię.

I tak oto zakończyłam mój weekendowy wypad. Trzy życiówki, sporo gatunków do listy rocznej - tak przedstawia się bilans. Będę jeszcze na pewno jeździć w tamto miejsce :).

Pozdrawiam!

sobota, 11 czerwca 2016

Weekendowy wypad cz.1 - Narwiański PN

Witam ponownie! :)

Tak jak sobie wymarzyłam, przed tygodniem byłam na ptasim wyjeździe nad Narwią i nie tylko! Dodałabym ten wpis wcześniej, ale z powodu jeszcze innej wycieczki zupełnie nie miałam czasu. Najpierw opowiem może, jak było w Narwiańskim PN:

Wstałam o czwartej, żeby tam pojechać, a godzinę później byłam już na miejscu - w Kurowie, gdzie znajduje się siedziba Parku. Od razu na początku usłyszałam śpiew słowika szarego, następnie wypatrzyłam go wśród listowia. Koncertował do końca mojego pobytu w Kurowie.

Ogólnie o tej porze widziałam tam głównie małe ptaki wróblowe. Nie zawiodły oczywiście niepłochliwe i głośno śpiewające rokitniczki. Ucieszyłam się także z trzciniaka i kilku dziwonii, które udało mi się zobaczyć - do tej pory jedynie słyszałam ich śpiew.

Co mnie jednak trochę zaskoczyło, to kukułki. Może niektórym będzie ciężko uwierzyć, ale około dziesięciu tych ptaków latało na wszystkie strony, przysiadało na gałęziach, przeraźliwie kukało i chichotało (jedna zakukała nietypowo, coś jak kuKUku!).

Ptaki te zupełnie się nie bały, przefruwały nawet dość blisko człowieka, ale z różnych powodów troszkę ciężko było im się przyjrzeć ze wszystkimi detalami. Ale wtedy słowa wypowiedziane przez mojä mamę "chciałabym te kukułki zobaczyć z bardziej bliska" podziałały naprawdę jak zaklęcie! Chwilę po wymówieniu tego zdania, podleciała do nas bliziutko szara kukułka, po czym zrobiła kilka kółek, pokazując się z każdej strony!

Później zobaczyłam śpiewającego na trzcinie szarego ptaszka, który wyraźnie naśladował w nim głosy sikor. Chwila myślenia - to łozówka - życiówka!

Było także tam wiele śpiewających cierniówek, a z mniej ciekawszych ptaków - grzywacze, sierpówki, wróble, bogatki, jerzyki, dymówki, bociany białe (karmiące młode) oraz gąsiorek. Ten jednak śpiewał, co było dla mnie niespodzianką, gdyż gąsiorki śpiewają dość nieczęsto.

Po tych emocjach zajechałam też na kładkę w Waniewie, ale było mniej ptaków, i to tylko te wcześniej widziane w Kurowie. Dojrzałam tam tylko rybitwę rzeczną i pobawiłam się z kilkoma psami. Ponoć były bezdomne i chodziły za każdym, by poświęcić im chwilę uwagi.

Ale... Oprócz tego prowadziłam obserwacje na wsi, w której mam domek :). O tym jednak napiszę w drugiej części.

Pozdrawiam!