piątek, 13 lipca 2018

Kartki z pamiętnika...

1.
***
Ciągle pada. Od paru dni pogoda jest taka, że naprawdę szkoda gadać. Wiem, deszcz z pewnością przyda się roślinom, które ledwie żyją po tegorocznej suszy. Ale mnie krople spadające z zasnutego chmurami nieba zdecydowanie nie nastrajają optymistycznie. Najlepiej chyba byłoby zatopić się w świecie książek. Zakupiłam ostatnio wiele nowych pozycji, może potem jakąś zrecenzuję.

Pogoda skłania też do smutnych rozmyślań. Jeszcze jakiś czas temu byłam osobą aktywnie interesującą się hodowlą ptaków ozdobnych. Czy mi przeszło? Nie, nadal mam przecież swoje ptasie stadko, które uwielbiam tak samo jak wcześniej. Pewne wydarzenia jednak powodują wielki ból w mym sercu...

Podejścia do papug, kanarków i zeberek nauczyłam się podczas lektury i korzystania z pewnych dwóch forów. Ich użytkownicy, notabene wspaniali ludzie, stanowili grupkę dość wyjątkową i bardzo wyróżniającą się w polskim internecie ze względu na swoje poglądy dotyczące opieki nad tymi zwierzętami, niepopularne wśród innych hodowców. Użytkownicy ci bowiem wychodzili z założenia, że ptaki trzymane w domu powinny mieć warunki jak najbardziej zgodne ze swoją naturą. Mogę szczerze powiedzieć, że dzięki owym forom nauczyłam się ogromnie wiele, a przede wszystkim - tego, jak opiekować się ptakami, by były szczęśliwe. Po prostu.

Teraz te fora przestały istnieć. Jedno usunięte, do drugiego już brak dostępu. I to boli, tak bardzo boli, bo ja wiem, jak ogromna ilość wiedzy przepadła wraz z nimi. Nie tylko informacje na temat prawidłowej hodowli papug czy zeberek, ale także zaskakujące opisy ptasich zachowań, którymi dzieliło się tam wielu użytkowników. Podobne forum już nie powstanie, nie mam złudzeń. I tylko zastanawiam się, co odpowiem, jeśli jakaś osoba napisze do mnie i zapyta o czym powinna wiedzieć przed rozpoczęciem swojej własnej hodowli ptaków? Wcześniej zawsze odsyłałam takich ludzi do forów, wierząc, że tam znajdą rzetelne informacje... Zastanawiam się, czy kiedykolwiek uda mi się ponownie spotkać przez internet kogoś z tamtych użytkowników, których tak bardzo lubiłam i podziwiałam? Zastanawiam się, czy kiedyś zasmakuję ponownie, jak to jest przebywać w internetowej społeczności miłośników ptaków ozdobnych?

Jest więc źle, a nawet bardzo źle. Mimo wszystko zostało jeszcze w internecie parę sprawdzonych stron internetowych, z których można czerpać informacje na temat ptaków. Co ciekawe, nie znam żadnej strony o kanarkach, której w pełni bym ufała. Z drugiej strony, teraz nawet nie szukam...

Chciałabym zacząć znów, jak dawniej, pisać na tym blogu o moich ptakach. Tylko się boję, że jeśli stworzę o nich jakiś tekst, to będzie wyglądał na próbę antropomorfizacji tych stworzeń i brzmiał infantylnie. Bo ja używam podczas próby opisu moich zwierząt takich wyrazów jak wolność, radość, przyjaźń, miłość, a nawet zdrada. Nie żebym wierzyła, iż ptaki są zdolne do robienia/odczuwania takich rzeczy w ludzkim rozumieniu. Po prostu w języku polskim brakuje słów, którymi dokładniej mogłabym oddać to, co widzę, gdy je obserwuję...

Zdjęcia z powyższym tematem niepowiązane:

Ostatnio spotkałam rodzinę pustułek (Falco tinnunculus). Co najmniej cztery ptaki.

Karmienie. Brzydko, daleko i pod światło, ale chciałam pokazać.

Sierpówka (Streptopelia decaocto).

Śmieszka (Chroicocephalus ridibundus).

Mazurek (Passer montanus) rozpracowuje chrząszcza.

Kokoszka (Gallinula chloropus) z potomkiem.

Młoda bogatka (Parus major).
2. 
***
Poprzedni wpis był utrzymany w mocno melancholijnym tonie, a ten - cóż, będzie w depresyjnym. Bez owijania w bawełnę - w poniedziałek straciłam swoją papużkę. Niebieską samiczkę, Rozmarynkę. Nie wiem co jej było, to nie była normalna śmierć. Ptaki zwykle nie giną z rozpostartymi skrzydłami. Z otwartymi oczami. Z podbrzuszem brudnym od krwi.

Załamałam się, i to poważnie. Do tej pory miałam wiele papug, ale dwie z nich szczególnie mocno zapisały się w mojej pamięci. To była właśnie Rozmarynka i Marian - jej najbliższy kolega. Marian nie żyje już od paru miesięcy, teraz ona... Czuję, jakby wraz z ich śmiercią i w moim życiu skończył się pewien etap.

Ich już nie ma... Nadal nie mogę w to uwierzyć.

Poniżej parę starych zdjęć Rozmarynki i Mariana. Kiedyś byli razem, kiedyś byli szczęśliwi...








Biały samczyk, dotychczasowy partner Rozmarynki, został sam. I nie sądziłam, że kiedyś to powiem, ale przeraża mnie wizja kupienia mu kolejnej papugi do towarzystwa. Ja już nie mam fizycznych i psychicznych sił, żeby udźwignąć całą tę hodowlę. Kiedyś było jakoś łatwiej. Miałam kontakt z ludźmi, którzy zawsze doradzali mi, jak dobrze opiekować się ptakami, no i znacznie więcej czasu mogłam poświęcić dla Stada. Teraz to już przeszłość.

Tylko że ta ostatnia z moich papużek nie może zostać sama. I błędne koło nakręca się... Swoją drogą dziwi mnie zachowanie tego samca. W ostatnim czasie, przed śmiercią, Rozmarynka nie miała energii na latanie, wychodzenie z klatki, głównie spała. (Te symptomy nie niepokoiły mnie tak strasznie, bo wtedy podobnie zachowywała się większość moich ptaków). Samczyk, tak jak ona, spał i odpoczywał całe dnie. Jednak chwilę po stracie partnerki, gdy już wyniosłam ją z klatki, zaczął... Śpiewać. A teraz - całe dnie ćwierka, krzyczy. Wydaje się, jakby w ogóle nie przejął się śmiercią
koleżanki, mimo że zwykle papużki podchodzą do tego emocjonalnie. Może się mylę. Może jego ćwierkanie to w rzeczywistości próba przywołania ptasiego towarzystwa, bez którego każda papuga czuje się bardzo źle?

3.
***
Odmierzam czas trochę inaczej niż inni ludzie. Rok nie składa się dla mnie z czterech pór, a „jedynie” z zimy, okresu przelotów wiosennych i okresu przelotów jesiennych - oraz dzielącego je okresu lęgowego. Brzmi śmiesznie? Pewnie tak, ale za to jak bardzo praktyczny byłby kalendarz zrobiony w taki sposób! :)

Trzymając się tegoż kalendarza - teraz jesteśmy w momencie, gdy kończy się okres lęgowy, a zaczyna sezon migracyjny. Tak, tak - niektóre ptaki zdążyły już rozpocząć swoją doroczną, jesienną wędrówkę. Jakie? Głównie siewkowe. Właśnie w celu ich obserwacji odwiedziłam ostatnio stawy w swojej okolicy. Staram się celebrować ten piękny czas ptasich przelotów.

Nad stawami spokojnie, bez szału, ale myślę że z upływem czasu sytuacja się rozkręci. Na razie obecność zgłosiło stado szpaków (Sturnus vulgaris), grzywaczy (Columba palumbus) i jaskółek dwóch gatunków (Hirundo rustica, Delichon urbicum). Po wodzie pływał jakiś perkoz, ale zamiast grzecznie mi się pokazać, a najlepiej samodzielnie podać swą przynależność gatunkową, postanowił zwiać na drugi kraniec stawu. Ciągle nurkując, oczywiście. Na pocieszenie udało mi się zobaczyć piękną kaczkę - świstuna (Anas penelope) oraz rodzinne stado gęgaw (Anser anser). A w trzcinach do taktu przygrywały śpiewy rokitniczek (Acrocephalus schoenobaenus), trzcinniczków (A. scirpaceus), potrzosów (Emberiza schoeniclus) i pliszek żółtych (Motacilla flava). One nadal czują wiosnę...

Takie girlandy ciągnęły się daleko.

Siewki natomiast stawiły się w składzie następującym: łęczaki (Tringa glareola), kszyki (Gallinago gallinago) oraz bataliony (Calidris pugnax) - nadal w szatach godowych. Wszystkie z nich żerują albo na rozkosznym błotku, które pokrywa część zbiorników wodnych, albo w rowie odprowadzającym wodę, albo na samej ścieżce wijącej się między stawami. Oznacza to, że poruszając się między tymi miejscami, nieuchronnym staje się spłoszenie części siewek. Co prawda staram się chodzić tam jak najwolniej i nie wykonywać gwałtownych ruchów - dzięki temu podchodzę do ptaków bliżej - ale i tak uciekają one po jakimś czasie. Zawsze, gdy to się stanie, gdy siewki zerwą się z krzykiem, mam ogromne wyrzuty sumienia. To w sumie trochę dziwne - chodzę po tych stawach, zakłócam spokój szpakom i gołębiom, najmocniej jednak żałuję przestraszonych łęczaków. Może to dlatego, że siewki traktowałam zawsze jako ptaki bardzo bezbronne. Może dlatego, że ich nawoływanie kojarzy mi się z bezsilnym łkaniem dziecka?

Łęczak (Tringa glareola).

Tak się żyje nad rozlewiskiem.

Oczywiście mogłabym tych stawów nie odwiedzać w ogóle. Zostawić w spokoju wszystkie przebywające tam ptaki. Ale czy to faktycznie miałoby sens? Czy nie zaczynam przesadzać? W końcu każde wyjście w teren wiąże się ze spłoszeniem pewnej ilości ptaków, które akurat znajdą się na trasie. A mimo to chodzimy systematycznie. My - najbardziej kochający te stworzenia...

Pozdrawiam!

Klimaty mamy letnie...






A jakiś czas temu widziałam jeża.

11 komentarzy:

  1. Długi wpis, więc będę odpowiadać etapami:
    1- Można by pomyśleć - dziewczyno ogarnij się, to tylko jakieś głupie internetowe forum... Ale ja wiem co czujesz. Tam się czułaś jak w domu przyjaciół, gdzie Cię rozumiano bez słów. Zabranie takiego miejsca pozostawia pustkę i lęk. Mam nadzieję, że uda się znaleźć kilka osób z tego forum.
    2 - Bardzo mi przykro z powodu odejścia Rozmarynki. Kiedy mi umarła papuga ryczałam jak bóbr. Mocniej płakałam po psie a najmocniej po kocie ale to nie ma znaczenia. Kochałaś ją, była Twoim maleństwem i depresja jest tu zrozumiała. Co do samczyka który pozostała... może faktycznie teraz śpiewem woła towarzyszy.
    3 - Ja odmierzam rok w sezonach ogrodniczych, a zaczyna się on wczesną wiosną, zależnie od pogody.
    Piękne zdjęcia i ciekawe obserwacje, Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja też etapami :):
      1. O to chodzi, dokładnie o to... Forum to może i tylko zwykła strona internetowa, ale ludzie, z którymi miałam tam kontakt, nie byli zwykli. I to ich strata smuci.
      2. Bardzo dziękuję Ci za te słowa. Już udało mi się otrząsnąć, ale pustka w sercu pozostała. I pozostanie, bo czym ją wypełnić?
      3. Też fajnie :). Myślę, że odmierzając czas swoim własnym sposobem, można bardziej wczuć się w jego upływ.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Wiesz, Patrycjo im bardziej antropomorfizujesz ptaki, tym bardziej przybliżasz ich naturę, zaciekawiasz nimi, wkładając w ich ciała swoja wrażliwosć i uczucia. Pokazujesz kawałek siebie i to jest w tym wszystkim najwartosciowsze. Gdy jesteś przygnębiona po stracie ptaka albo po zamknieciu forum i piszesz o tym, co czujesz, to stajesz sie bliska nam wszystkim, bo każdy z nas przeżył lub przeżyje w zyciu jakaś stratę i nieraz ta strata wywarła ogromny wpływ na całe jego późniejsze życie.
    Na blogach szukam człowieka, prawdy o nim, w której mogę przjerzeć sie jak w lustrze. Dlatego gdy otwierasz sie i dajesz dostęp do swej duszy doceniam to, odczuwam mocno i jestem w tym odczuwaniu blisko.
    Pozdrawiam Cię przyjaźnie, Patrycjo!*

    OdpowiedzUsuń
  3. Również odpowiem etapami:
    1 - każde forum to ludzie, i jakby na to nie patrząc, zapewnia nam ludzki kontakt, często z osobami podobnie myślącymi, z którymi bez niego nie mielibyśmy szansy się spotkać. Rozumiem ból, podobnie czułabym się po stracie forum ogrodniczego... Mam nadzieję że prędzej czy później odnajdziesz inne dobre miejsce w sieci.
    2- Współczuję z powodu odejścia Rozmarynki, strata ulubieńca zawsze boli. Zniechęcenie i depresja są zrozumiałe, jedynie czas może uleczyć rany...
    3 - Odmienny "kalendarz" jak najbardziej rozumiem, podobnie jak Luna-malutka rok dzieli się dla mnie na sezon ogrodniczy i zimę. Dzięki temu zaczęłam bardziej doceniać zimę której wcześniej szczerze nie znosiłam - po miesiącach ciężkiej pracy w ziemi nareszcie mogę odpocząć:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj Kochana,
    najpierw tulę i łezki ocieram z powodu papużki. Z tego co mi wiadomo papużki powinny być zawsze dwie. Jak jedna umiera, to następna za nią. Potrzebują towarzystwa - tak zawsze mówił mi ś.p. wujek który miał ich troszkę. Może Rozmarynka poszła w ślady swojego poprzednika - kto wie?
    Co do forum... chyba dzisiaj przestają takie istnieć powoli, gdyż zakładane są różnego rodzaju grupy na facebooku i może znajdziesz tam właśnie taką "ptasią grupę".
    Serdeczności i uściski.

    OdpowiedzUsuń
  5. Właściwie nic nowego nie powiem, moja odczucia wyrazili poprzednicy. Jestem pewna, że znajdziesz jeszcze ludzi z podobną wiedzą i pasją, których obdarzysz zaufaniem.
    Przykro mi z powodu Twojej straty, a "uczłowieczanie" swoich pupilów jest częste. Wiemy, że nie myślą po ludzku, ale dla nas są członkami rodziny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Patrycja przykro mi z powodu Twojej papużki. Niestety w naszym życiu są dobre i złe chwile, których olelibyśmy nie mieć ... ale nie mamy na nie wpływu i musimy się z nimi pogodzić choć nieraz bywa, to bardzo trudne ...

    Szkoda, że nie ma już for, na które lubiłaś zaglądać. Jak tak czytałam Twój wpis, to pomyślałam sobie, że może sama takie założysz i znowu spotkasz ludzi wartościowych ludzi z tą samą pasją co Ty :).

    Patrycja nie zastanawiaj się czy słowa, których używasz są odpowiednie czy nie. To jest Twój blog, Twoje myśli i odczucia.
    Ja osobiście bardzo lubię jak opisujesz ptaki ich historię, zachowania.

    Masz fajny podział roku :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Odejście przyjaciół zawsze boli, współczuję straty papużek ! Zrobiłaś wszystko co mogłaś aby były zdrowe i szczęśliwe ! Na niektóre sprawy po prostu nie mamy wpływu...!
    Patrycjo, robisz doskonałe zdjęcia przyrody i masz ogromną przyrodniczą wiedzę !
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne zdjęcia, wiem, że fotografowanie dzikich zwierząt wymaga ogromnej cierpliwości. :)
    Co do papug - chciałabym, żeby więcej osób tak dbało o swoje zwierzęta domowe i tak odpowiedzialnie podchodziło do opieki nad nimi. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wspołczuję straty ptaszka. Szkoda papużki, może samczyk rzeczywiście potrzebuje towarzysza. Smutne jest to,że osoby znikają z forów,które się lubiła.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Szkoda Rozmarynki. A może została ona zaatakowana przez samczyka? Tak samo jak szkoda wartościowych forów, które są bezpowrotnie usuwane w sieci. Ale na to chyba nic nie poradzimy. Ściskam mocno

    OdpowiedzUsuń

Daj o sobie znać! Twoje komentarze - zawsze na nie odpowiadam - bądź zaznaczenie aktywności na moim blogu w inny sposób zawsze będą mile widziane. Staram się odwiedzić wszystkich moich czytelników, a na większości ich blogów pozostaję na dłużej. Nie lubię jednak reklam na siłę - komentuj, jeśli faktycznie podoba Ci się to, co piszę.

Miłego dnia!