Dwa dni z siewkami

Pierwszy dzień to była Biebrza. Dostałam się tam jakimś dziwnym trafem, bo już od paru lat planowałam wiosną wyjazd do BPN i nigdy nic nie dochodziło do skutku, a w tym roku dzień przed wycieczką organizowaną przez warszawskie biuro podróży zapadła decyzja, że jadę. To zdecydowanie nie była Biebrza, o jakiej marzyłam, jednak zawsze lepiej wybrać się tam w ten sposób, niż w ogóle. Głównie chodzi mi o to, że wycieczka była nastawiona na takie gatunki ptaków, na których w sumie najmniej mi zależało. I trwała zaledwie jeden dzień.

Za to pięknie było. Cały ten dzień chodziliśmy po bezkresnych obszarach wiosennych łąk, zadrzewień i małych wiosek. Syciliśmy się widokami, odpoczywaliśmy siedząc wśród traw, słuchaliśmy wszystkich ptaków Doliny. Pogoda jakby celowo chciała zrobić nam przyjemność - choć zapowiadano wtedy zachmurzenie z deszczem i choć w okolicach Warszawy faktycznie tak było, Biebrza cieszyła słońcem i niezwykłym ciepłem. Ptaki unosiły się pośród zieloności. Przyznam, że byłam trochę zawiedziona, bo liczyłam, że może akurat nad Biebrzą uda mi się zauważyć jakiś nowy gatunek. Nic takiego jednak się nie stało, co nie znaczy, że skład gatunkowy nie był przyjemny. Z ciekawszych były różne siewki, były cztery gatunki rybitw (ale oczywiście bez białoskrzydłej, o której nadal bezskutecznie marzę), stadko młodych gęsi tundrowych (Anser serrirostris), krążące w kominie bociany czarne (Ciconia nigra), parka cyranek (Spatula querquedula) a raz odezwała się brzęczka (Locustella luscinioides). I to w sumie tyle. Ale widok nawet najpospolitszych gatunków pośród biebrzańskiego krajobrazu jest jakby dwa razy droższy. Bo Biebrza to naprawdę niepowtarzalnie piękna rzeka. Chodząc po jej łąkach jasnych, nie da się choć trochę nie zrozumieć wielkości przyrody, panującej niepodzielnie nad całym krajobrazem. Ja starałam się rozumieć, a bezkresne zielone przestrzenie kojarzyły mi się także z wolnością.






 Rybitwy białowąse (Chlidonias hybrida).

To jest właśnie wolność.

I była jedna tylko rzecz, która kładła się cieniem na nieopisanej, żywej urodzie Doliny. Susza. To, jak obecny rok jest suchy, najlepiej wiedzą chyba rolnicy i wszelkiej maści zainteresowani przyrodą. Tam nad Biebrzą, gdzie o tej porze powinna stać głęboka woda, po prostu rośnie teraz trawa. To naprawdę odbije się na tych gatunkach, które wymagają rozlewisk do funkcjonowania. Odbije się na tegorocznym sukcesie lęgowym awifauny biebrzańskiej, a już teraz odbija się na krajobrazie. Wtedy aż tak bardzo mnie to nie bolało. Zafascynowana otaczającą mnie naturą, chłonęłam całe piękno, które mnie otaczało. Tylko dzika przyroda i grupa ludzi która szanuje ją tak, jak ja. Chciałabym pozostać w takim świecie - móc codziennie wsłuchiwać się w szum traw i krzyk czajek, ostrożnie kroczyć po dywanie z roślin, wdrapywać się na wzgórza i schodzić do dolin. Pokonywać pachnące laski iglaste, wychodzić na otwarte przestrzenie równin, cierpliwie obserwować wszystkie otaczające ptaki. Czuć na sobie słońce i wiatr, widzieć w górze niebo, przed sobą - całe życie zamieszkujące tę część planety. Zdecydowanie rozpisałam się za bardzo.

 Na tym zdjęciu widać, jak jest sucho. Krajobraz powinien być wodą zalany.

 Bataliony (Calidris pugnax), rycyk (Limosa limosa) w tle.

 Niestety były dość daleko.

 Toki trwają.

 Ubarwienie samców naprawdę jest niesamowite. Każdy inny, każdy równie efektowny. Przeczytałam ostatnio pewną wypowiedź traktującą o tym, że przybieranie przez bataliony szaty godowej jest najdramatyczniejszą przemianą w wyglądzie podczas okresu godowego wśród ptaków. "Ruff goes from nothing to everything. Everything else just changes colors." - cytuję, bo to właściwie i całkowicie oddaje niezwykłość tej przemiany. Sama właśnie z jej powodu nazywam bataliony najpiękniejszymi siewkami świata. 




 Tutaj z prawej stoi rycyk (Limosa limosa), z lewej batalion (Calidris pugnax).

 A tutaj trzej kumple. Z tyłu łabędź niemy (Cygnus olor), z przodu z lewej batalion (Calidris pugnax), obok niego łęczak (Tringa glareola). 




 Myje się. Właściwie chyba każdy ptak, niezależnie od gatunku, kąpie się w podobny sposób.


Drugi dzień to była Słudwia. Choć wycieczka w tę Dolinę trwała znacznie krócej i choć w jej trakcie zobaczyłam bez porównania mniej, natrafiłam jednak na dwa nowe gatunki. Jeszcze przed  dojechaniem do Złakowa Kościelnego, gdy samochodem pokonywaliśmy kolejne kilometry, nad pole ciągnące się od drogi aż po horyzont niespodziewanie wyleciał jasny ptak. Jasny, niby biały, z długimi, wyraźnie cienkimi skrzydłami. Nasz samochód się zatrzymał, ale wiadomo było, że już za późno. Biały ptak bowiem szybko oddalił się, a mi zostały po nim tylko dwa zdjęcia o jakości mało zachęcającej, delikatnie mówiąc. Mimo to jednak miałam pewność, że oto dzisiaj, wreszcie, po kilku latach bezskutecznych prób i marzeń udało mi się zobaczyć samca błotniaka łąkowego (Circus pygargus)! Najpiękniejszego z lęgowych szponiastych, ciągle zmniejszającego liczebność ptaka otwartych łąk. Satysfakcja niestety mniejsza niż oczekiwana, bo ptak widziany przecież tylko przez chwilę, kilkanaście sekund zaledwie.  Przy najbliższej okazji wrócę na te pola kiedyś, rano, i spróbuję odnaleźć go drugi raz - to się pewnie uda, o ile zostanie na lęgi w okolicy. Chciałabym, bo zawsze chciałam mieć dobrą miejscówkę na obserwacje łąkowców. One naprawdę są niepowtarzalne.

 No spójrzcie na tę cudną fotografię. Widzicie drapolka?

Jeśli nie, to może tutaj lepiej widoczny?

Za to kiedy już dojechałam na miejsce, autentycznie przerażenie mnie zdjęło. Bezpośrednio po wizycie nad Biebrzą zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle warto wybierać się kilka dni później nad Słudwię, skoro też może wyschła. Wszystkie relacje z obserwacji z tego miejsca, do jakich miałam dostęp, mówiły jednak co innego, więc miałam nadzieję, że uda mi się jeszcze trafić na rozlewiska i na dużo ptaków. Ale najwcześniejsza relacja była sprzed kilku dni i od tego czasu najwyraźniej wiele się zmieniło. Wchodziliśmy w pustkę i było to uczucie bardzo niepokojące. Rok i dwa lata temu Dolina o tej porze była pełna setek batalionów, dziesiątek czajek, różnych innych gatunków siewek, a także śmieszek, kaczek i łysek - bo stała tam woda! Teraz został po niej ledwie ślad. W czasie wyprawy widziałam tylko jakieś jedno, małe stadko batalionów (Calidris pugnax), jedną czajkę (Vanellus vanellus), a inne siewki można było na palcach policzyć. Z kaczek tylko parę krzyżówek (Anas platyrhynchos), brak łysek... Na początku nie było też prawie słychać żadnych śpiewów. Trzeba sobie to porównać z poprzednim rokiem, by zrozumieć wielkość straty pośród słudwiańskich ptaków. Wiem wprawdzie, że zmiany w stanie wód są sezonowe i w następnym roku wszystko tutaj może ożyć na nowo, nie zmienia to jednak faktu, że czułam się delikatnie mówiąc niekomfortowo, patrząc na to wszystko. Przy okazji miałam  wrażenie, że nic ciekawego nie uda się dziś zobaczyć. I po co było tu przyjeżdżać?

 Tak rozlewiska wyglądały dwa lata temu. 


 A tak jest teraz. 


Na początku sytuację zaczęły ratować rycyki (Limosa limosa). Zauważyłam nagle dwa ptaki tego gatunku zrywające się z łąki, potem pokazało się trochę więcej. Co jakiś czas któryś wzlatywał w górę i tokował, było także słychać ich głosy wabiące - o ile dobrze to rozróżniam. W pewnej chwili tuż przy drodze, w odległości kilkunastu metrów zauważyłam żerującego rycyka. Pierwszy raz w życiu widziałam go z tak bliska, więc oczywiście natychmiast zaczęłam robić zdjęcia. Gdy próbowałam podejść do ptaka, ten zaczął głośno krzyczeć. Miałam wyrzuty sumienia, że go płoszę, tak czy inaczej jednak musiałam przejść tamtą drogą. Po jakimś czasie okazało się na szczęście, że ten krzyk nie wyrażał raczej przerażenia ani złości. W końcu rycyk w przerwach w swoim wołaniu swobodnie żerował, nawet gdy stałam tuż obok niego. Co jakiś czas odlatywał kilkanaście metrów i rozpoczynał poszukiwanie jedzenia w innym miejscu, odlot jego nigdy nie był jednak związany z przestraszeniem się mej skromnej osoby. Po przemieszczeniu się ptaka znów podchodziłam do niego i tak się sobie kręciliśmy w kółko obok asfaltowej drogi przechodzącej przez łąki. A mi ręce odpadały, gdyż było wyjątkowo zimno i wiał silny wiatr (jak ja żałowałam, że nie pomyślałam o rękawiczkach).

 Oto i rycyk (Limosa limosa). Starałam się wybrać niewiele zdjęć na potrzeby postu, ale ciężko się ograniczać, jeśli ptak tak piękny.








W końcu rycyk odleciał gdzieś na dobre, a ja wreszcie mogłam udać się dalej. Minęłam ledwie kilkanaście śmieszek (Chroicocephalus ridibundus) unoszących się w tym miejscu, gdzie w ubiegłym roku była kolonia kilkudziesięciu ptaków. Czyli nawet śmieszki przerzedziło... A nad głową śmignęły mi dwa malutkie biegusy. Ptaki z tego rodzaju ogólnie są niewielkie, ale ta dwójeczka naprawdę wyróżniała się rozmiarem - dwa drobniutkie, delikatne ptaszki. Czyli co? Biegusy małe albo malutkie... Musiałabym zobaczyć je na ziemi, żeby oznaczyć i miałam wrażenie, że naprawdę wylądowały niedaleko. Parę kroków dalej, częściowo ukryte za zasłoną trzcin, znajdowało się parę kałuż z warstwą jakże apetycznego dla siewkowych błotka. Wraz z łęczakami (Tringa glareola) chodziły tam właśnie te dwa biegusy - małe (Calidris temminckii). Moje pierwsze.

 Biegusy małe (Calidris temminckii) - dokumentacyjnie.



Dalej latały dwa myszołowy (Buteo buteo) zachowujące się jak para. Czyżby to te same osobniki, które tu widziałam miesiąc temu? Usłyszałam też wreszcie pierwsze śpiewy inne niż śpiew wszechobecnych skowronków (Alauda arvensis). To koncertowały rokitniczki (Acrocephalus schoenobaenus), a dalej także między innymi cierniówki (Sylvia communis). Wybarwiony samczyk pokazał mi się ładnie na trzcinie. Na końcu trasy posłuchałam sobie jeszcze słowika rdzawego (Luscinia megarhynchos) i dojrzałam skaczącą po krzakach muchołówkę szarą (Muscicapa striata) - te gatunki często współdzielą siedliska. W drodze powrotnej polowała samica błotniaka stawowego (Circus aeruginosus), którą mewy starały się przegonić za wszelką cenę, a nad wcześniej wspomnianymi kałużami biły się dwa łęczaki. Potem się z niewiadomego powodu pogodziły i poszły spać obok siebie. Kto może wiedzieć, o co chodzi ptakom?

 Uchwyciłam skowronka (Alauda arvensis). Dobrze widać, jak bardzo maskuje go upierzenie.


 Łęczak (Tringa glareola).


 A przed chwilą się kłóciły. 



Dwa dni z siewkami miały miejsce miesiąc temu. Do tej pory pojawiło mi się na koncie wiele nowych obserwacji - przede wszystkim na nowo zaczęłam odkrywać najbliższą okolicę. To już jednak temat na zupełnie inne posty. Zaliczyłam pobyt na zielonej szkole, papiery do liceum złożone. Mam taką szczęśliwą sytuację, że dostaniem się do wybranej szkoły martwić się nie muszę, więc będzie ok. Dodatkowo jestem w trakcie leczenia kanarka, który ma infekcję dróg oddechowych i świszczy przy wydechu w nocy, a w poniedziałek trzeba będzie jeszcze załatwić kupno nowej papużki falistej na towarzystwo dla mojego samca. Ogółem życie mam chwilowo stabilne (to brzmi jak oksymoron). Czekam na wakacje.

Komentarze

  1. Imponuje mi Twoja wiedza na temat ptaków Patrycjo. Jesteś w tym niesamowita. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam Cię za ogromną wiedzę o ptakach. Bardzo podoba mi się rycyk.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z przyjemnością przeczytałam Twój wpis. Bardzo też udzieliły mi się Twoje emocje. Rzeczywiście zmiany w środowisku ciągle zachodzą. W zeszłym roku w lesie mieliśmy staw, na który wychowywały się kaczki krzyżówki. W tym roku jest kałuża. Ale kilka lat temu ten staw nawet nie istniał. Ciągłe zmiany....Patrycjo nie mogę uwierzyć. Ty dopiero idziesz do liceum ? To co piszesz i przekazujesz jest bardzo dojrzałe. Cieszę się na każdy Twój nowy wpis. Tu mnóstwo wiedzy i bardzo ciekawych obserwacji. Pozdrawiam Cię serdecznie M

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo przyjemny wpis! To prawda, susza nad Biebrzą jest trochę zasmucająca, i potrafi popsuć humor. Na szczęście zawsze jest tam pięknie, dlatego można o tym odrobinę zapomnieć. Bardzo ładny rycyk, może był trochę przewrażliwiony ;) czasem niektóre siewkowe chyba tak mają, nieważne jak daleko i ostrożnie się odejdzie. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  5. Niech żyje ATP (i jego kolega GDP)!...


    ...ale tylko przez pół sekundy :-(

    OdpowiedzUsuń
  6. Ze wszystkich ptaków, które nam przedstawiłaś, rozpoznałabym tylko łabędzia. Gdyby mi nawet czajka krzyknęła do ucha, to i tak nie rozpoznałabym, co to za ptak.
    Gratuluję ukończenia szkoły i przejścia na wyższy poziom.
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Daj o sobie znać! Twoje komentarze - zawsze na nie odpowiadam - bądź zaznaczenie aktywności na moim blogu w inny sposób zawsze będą mile widziane. Staram się odwiedzić wszystkich moich czytelników, a na większości ich blogów pozostaję na dłużej. Nie lubię jednak reklam na siłę - komentuj, jeśli faktycznie podoba Ci się to, co piszę.

Miłego dnia!