Powoli zbliżamy się do końca roku

Raniuszek (Aegithalos caudatus).

Ani się obejrzałam, a nastał koniec grudnia. Jeszcze tylko parę dni i zaczniemy zapisywać daty, kończąc je nowym numerem - „9”. Przez ponad miesiąc nie pisałam nic na blogu, nie odpowiedziałam też na Wasze piękne życzenia świąteczne (robię to teraz). To był dla mnie bardzo pracowity okres. Teraz mam wolne i niestety znów nie mogę się ruszyć nigdzie poza dom, gdyż choruję od dwóch tygodni. Plus tej nieciekawej sytuacji jest tylko jeden - mam czas nadrobić zaległości w blogosferze.

Z początku nie miałam pomysłu na ten post. Cóż ja mogę napisać o ptakach, skoro nie pamiętam nawet, kiedy ostatni raz byłam w terenie, w takim prawdziwym terenie? Tygodnie temu wprawdzie pojechaliśmy nad Zalew Zegrzyński, próbując zobaczyć coś ciekawego - nury, północne kaczki itp., ale trafiliśmy akurat na moment, kiedy Zalew zamarzł. Więc, jak można się domyśleć, wszelkie ciekawsze wodne ptactwo ewakuowało się gdzieś dalej. Oprócz tego chodziłam tylko na krótkie wypady po okolicy. Nie licząc jemiołuszek (Bombycilla garrulus), które widziałam pierwszy raz od dawna i które to spotkanie przysporzyło mi mnóstwo pozytywnych emocji, nie spotkałam nic wybitnie interesującego. Co nie znaczy, że nie były to miłe wycieczki. Zawsze, nawet obserwując najpospolitsze wróble, towarzyszą mi jedyne w swoim rodzaju uczucia, nieobecne w żadnej innej sytuacji.

Poniżej parę zdjęć z tego typu wypraw:

 Gil (Pyrrhula pyrrhula). Czy jest tu jakiś botanik i mógłby mi powiedzieć, z jakiego drzewa zjada on nasiona? Widziałam, że te ptaki je lubią.

Paszkot (Turdus viscivorus) w sadzie.

To był niesamowicie mglisty dzień, widoczność naprawdę słaba, a ja chodziłam po rozległych polach, w nadziei, że może jednak coś wypatrzę. Wycieczka okazałaby się całkowicie bezptasia, gdyby nie niepłochliwa makolągwa (Linaria cannabina), która żerowała na roślinach obok nas. Ponownie mam pytanie, co to za rośliny.


 Stadko jemiołuszek (Bombycilla garrulus) spotkałam wieczorem, na spacerze po szkole. Mimo, że trwał zaledwie 20 minut, okazał się wyjątkowo owocny, gdyż oprócz jemiołuszek trafiłam jeszcze na:

 grubodzioba (Coccothraustes coccothraustes)...



 ...i dwa walczące bażanty (Phasianus colchicus). A na koniec przeleciała jeszcze czapla siwa (Ardea cinerea).



 A na niego natknęliśmy się po drodze nad Zalew Zegrzyński. Łagodna, spokojna, mało rozgarnięta krowa - chodził sobie wokół jezdni, zbliżając się do stojących na poboczu samochodów nieraz na parę metrów. Bo ludzie specjalnie stawali, i z wnętrza auta robili zdjęcia czymkolwiek, byle tylko mieć pamiątkę ze spotkania pięknego zwierzęcia. Byłam jednym z nich. Łoś naprawdę robił furorę.



 Nad samym zalewem jak widać nie było nic.

 Tylko mewy i lodowe kaczki.

Często, kiedy nie chcę lub zbytnio nie mogę napisać czegoś o dzikich ptakach, sięgam po tematy, których cały czas dostarcza mi moje własne, osobiste Stado. Obecnie na pierwszy rzut oka wszystko u nich w najlepszym porządku, ale tak naprawdę spędzają mi sen z powiek. Pyśka (papużka falista) który stracił partnerkę dobrych parę miesięcy temu, nadal jest sam, a ja obecnie nie mogę tego zmienić. To jest straszne. Nie macie pojęcia, w jakim stopniu  zmienia się zachowanie samotnego ptaka. Pyśka ze zrelaksowanej, ciekawskie papugi stał się o wiele bardziej płochliwy, a towarzystwa mały desperat próbuje już szukać wśród kanarków. Które go albo się obawiają, albo ignorują, albo się na niego wściekają za próby zalotów. Również i jeden z kanarków, Irmina, czeka na dokupienie samczyka. Z tym, że od momentu, kiedy przyniosłam ją do domu, czyli już od lat - przeraziłam się, gdy sobie to uświadomiłam. A ja naprawdę nie mogę nic z tym zrobić. Nie jestem w stanie kupić nowych ptaków. Stada też nie oddam, bo nie mam komu. Jedynie żalę się na blogu, nie pierwszy i niestety pewnie nie ostatni raz, wiedząc, że są tu osoby, które rozumieją, jak duże jest poczucie winy, gdy codziennie patrzysz na nieszczęśliwego ptaka, nie mogąc mu pomóc.

Skoro pisać o mojej hodowli nie będę więcej, bo smutne myśli mnie wtedy nachodzą, mogłabym w sumie zająć się recenzją książek o ptakach. Czegoś takiego jeszcze na blogu nie było, ale w sumie czemu nie? Obecnie próbuję czytać to:


Książka omawia identyfikację trudniejszych do oznaczenia gatunków i podgatunków ptaków, które często można obserwować w zimie. Urzekł mnie szczególnie styl napisania początkowego rozdziału, krótkie, lecz pełne pasji teksty autora o kilku ostatnich własnych doświadczeniach na polu identyfikacji ptaków. Zaczęłam żałować, że nie mieszkam w UK, wtedy z pewnością informacje z tej książki przydałyby mi się bardziej. Ale i tak jest tu sporo wiadomości istotnych dla polskiego obserwatora, - rozpoznawanie młodych dwóch gatunków turkawek, młodych gatunków i podgatunków trzech sokołów, podgatunków srokoszy, czeczotek, różnych świergotków (w tym tych jeszcze niewidzianych w PL). Może zagalopowałam się trochę z pisaniem tej a’la recenzji, gdyż na razie trudno wypowiedzieć mi się o zawartości i wartości merytorycznej poszczególnych rozdziałów. W końcu przebrnęłam tylko przez ten o turkawkach - to naprawdę nie jest łatwe, przewodniki do oznaczania ptaków są wypełnione specyficzną angielszczyzną, której w szkole nie uczą. Wydaje mi się, że cechy turkawek są jednak opisane dość skrótowo. Zdjęć poszczególnych osobników jest niewiele i są o małych rozmiarach, a co do rysunków - zaczęłam mieć wątpliwości, czy faktycznie wiernie oddają kolory. To wszystko powoduje, że wcale nie jestem pewna, czy o turkawkach znajduje się tu wiele więcej informacji niż w Collinsie. Mimo wszystko uważam, że to pozycja opracowana profesjonalnie i interesująca, zdaje się za znacznie za droga jak na swoje rozmiary (ale wysoka cena nie powinna dziwić, książka nie jest przetłumaczona na polski i nie jest normalnie dostępna w polskich hurtowniach). Jeśli ktoś jest zapalonym ptasiarzem, ale na razie korzysta tylko z Collinsa, (takim właśnie jestem ja) - raczej polecam. Czy polecam gorąco i całym sercem, napiszę później, kiedy skończę ją czytać. To pewnie potrwa.

Tymczasem powoli zacznę myśleć nad tworzeniem kolejnego posta na tego bloga, który pojawi się 31 grudnia, albo już w styczniu, jako piękne podsumowanie 2018 roku. Piękne, bo ptasie. Każde spotkanie z ptakami, które przeżyłam, każda wizyta we wspaniałym, bogatym przyrodniczo miejscu odcisnęła we mnie głęboki ślad. Nawet teraz, gdy o tym myślę, w jednej chwili nachodzi mnie mnóstwo wspomnień. Tropienie stadka śnieguł, spojrzenie w oczy raniuszkowi i kszykowi, szukanie w Raszynie dzikiego pelikana, słudwiańskie bataliony oraz gęsi, wizyta w niesamowitej Dolinie Środkowej Wisły, oswojone perkozy wśród słońca i zapachów lata, chwile szczęścia spędzone na polach z siewkami, spotkania z portugalską egzotyką, obserwowanie migracji pokrzywnic, przelot żwirowca na zimnym wietrze... Tak, ja jestem w stanie jednym tchem wymienić takie spotkania, i jeszcze wiele podobnych. Żadne inne rzeczy nie zostają mi w pamięci tak długi czas. To chyba dobrze. Bo budując swoje wrażenie z przeszłości na wspomnieniach z obserwacji ptaków, mam pewność, że będzie ono tak pozytywne, jak tylko się da.

Pozdrawiam!

Komentarze

  1. Przede wszystkim zdrowia zyczę, u mnie podobnie, Jak przylazło z 2 tygodnie temu tak odejść nie chce. Ogromną radość sprawił mi widok za oknem trzniadla, chyba były dwa ale nie jestem pewna, siedziały w duecie z mazurkami. Bardzo ucieszyłam się na ich widok, bo dawno już ich nie widziałam a miejsce gdzie urzędowały zostało zniszczone :/ Ostatnie zdjęcie mnie oczarowało :) Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trznadle to jedne z uroków zimy. O tej porze roku faktycznie zaczynają się trzymać bliżej ludzkich domów. Dzięki, swoją drogą czuję się już normalnie ;).

      Usuń
  2. W ostatnim czasie nieprzyjemna pogoda sprawia, że wiele osób zapada na przeziębienia.
    Nas też dopadło. Nie pomagają domowe mikstury. Jednak mimo to cały czas je stosujemy.Nie chcemy żadnych antybiotyków ponieważ to nic dobrego.
    W listopadzie w moich karmnikach było dziesiątki ptaków, niemal nie nastarczałam z pożywieniem.
    Teraz pojawiają się jakieś pojedyncze sztuki i to mnie trochę niepokoi. Tęsknię za tą chmara ptaków.

    Patrycjo, życzę Ci wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 2019.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za ciepło może było, ptaki często przestają regularnie korzystać z karmników, gdy poprawia się pogoda. Na szczęście eraz trochę sypnęło śniegiem. Więc pewnie niedługo znów do karmników zlecą się chmary w nadziei na pożywienie. I fajnie, i tego życzę wszystkim dokarmiaczom :).

      Usuń
  3. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku:)
    Niech spełnią się wszystkie Twoje marzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  4. A terrific series of pictures accompanied by a great narrative. Kudos to you for your persistence in reading a book in English - I am sure it is sometimes a little frustrating. All the very best for 2019.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach te wirusy. Córka walczy z nimi już trzeci tydzień. Podobnie jak u Lusi martwi mnie mała ilość ptaków w moich karmnikach. Systematycznie podsypuję jedzenia, a ich nie przybywa. Tylko sroki dopisują. Życzę Ci zdrowia, wspaniałych wypraw i wielu, wielu ciekawych spotkań z braćmi mniejszymi. Niech Nowy Rok przyniesie tylko same wspaniałe chwile. Pozdrawiam:):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo możliwe, że po prostu ostatnio zbyt dopisywała pogoda, więc ptactwo wolało same szukać jedzenia, niż pożywiać się z karmnika. Do tej pory nie było takiej prawdziwej zimy, chciałabym, żeby styczeń i luty nam ją przyniosły. Wtedy na pewno ilość ptaków w karmnikach wzrośnie ;).

      Również życzę wszystkiego najlepszego, możliwości obcowania z szeroko rozumianą przyrodą i spełnienia swoich celów :).

      Usuń
  6. Zdrowiej szybko Kochana, bo to nic ciekawego i fajnego chorować. Mam nadzieję, że powoli już Ci przechodzi. Bitwa bażantów mnie urzekła, nie pytaj dlaczego. Chyba po prostu jest tak ciekawie ujęta. Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ona jest urzekająca! Tak samo twierdzę ;). Obserwowałam wprawdzie te bażanty tylko przez kilka chwil, ale to było fajne przeżycie. Poruszały się niemal synchronicznie, śledząc działanie rywala, napięte, skupione i wściekłe. Nie mniej „dumne” niż walczące jelenie :).

      Usuń
  7. Gil siedzi na jesionie wyniosłym, a makolągwa na jakiejś bylicy (pospolitej?). Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia oraz ciekawych ptasiarskich książek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :) Obserwując te żerujące gile i makolągwę, zastanawiałam się, czy kanarkom też odpowiadałaby takie rośliny, które one zjadają. W końcu są spokrewnione. I faktycznie, bylicę ponoć mogą, chyba pójdę drugi raz w to samo miejsce i im nazbieram.

      Szczęśliwego Nowego Roku!

      Usuń
  8. Witaj po raz pierwszy w Nowym Roku.
    Mam nadzieję, że Tobie ten rok przyniesie wiele radości.
    Życzę więc nam, abyśmy mogły doświadczyć spełnienia składanych życzeń.
    Niech Nowy Rok wyczaruje Ci same kolorowe dni, dzięki którym zrobisz także kolejne piękne zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również życzę jak najlepszego Nowego Roku. Niech wszystko co złe zmieni się w nim na dobre i piękne :).

      Usuń
  9. Patrycjo-dużo zdrowia Ci życzymy i ciekawych, ptasich spotkań. Niech Twoje domowe stadko ma się jak najlepiej. Kolejnych wspaniałych lektur i dużo wolnego czasu na wpisy, pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję. Wam, myślę, że mogę życzyć wielu ciekawych podróży z aparatem oraz bliskich spotkań z przyrodą :).

      Usuń
  10. Fantastyczne spotkania:-) Udanego roku Patrycjo i dużo zdrowia.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Daj o sobie znać! Twoje komentarze - zawsze na nie odpowiadam - bądź zaznaczenie aktywności na moim blogu w inny sposób zawsze będą mile widziane. Staram się odwiedzić wszystkich moich czytelników, a na większości ich blogów pozostaję na dłużej. Nie lubię jednak reklam na siłę - komentuj, jeśli faktycznie podoba Ci się to, co piszę.

Miłego dnia!