Jeziorsko - ze żwirowcem w tle





Jeziorsko to miejscowość leżąca w województwie łódzkim na skraju Warty. Obecnie jest właściwie malutką wsią, ogólnie znaną tylko z tego, że dała nazwę ogromnemu zbiornikowi zaporowemu stworzonemu na wyżej wymienionej rzece. Zbiornik Jeziorsko. Jego budowa trwała dobrych parę lat, zakończywszy się w 1986 roku i jest on drugim co do wielkości powierzchni tego typu akwenem w Polsce. Powodem jego powstania była potrzeba regulacji przepływu Warty, magazynowania wody, wytwarza się tam też teraz energię elektryczną. Być może tak właśnie uzasadniano chęć stworzenia zbiornika miejscowej ludności, która na swoje nieszczęście żyła i pracowała akurat na terenach przeznaczonych przez inżynierów pod zalanie wodą. A może nikt im nic nie tłumaczył, po co się cackać z ludźmi? Przed rozpoczęciem prac budowlanych wysiedlono kilkuset mieszkańców. Tam, gdzie kiedyś stały ich domy, rozlewają się teraz wody Warty.

Ale większość okolicznych wsi się ostała i nadal kwitnie tu tradycyjne życie. Na zdjęciu urokliwa kapliczka.

Można zapytać, jak to się stało, że stworzony przez człowieka zbiornik traktuje się w tej chwili jako jedną z najważniejszych ptasich ostoi w Polsce. Intuicja podpowiadałaby nam przecież, że to co sztuczne, nie jest dla przyrody zbyt dobre. A jednak - jedne z największych koncentracji ptaków, jakie możemy zaobserwować w naszym kraju, gromadzą się każdego roku właśnie na Jeziorsku oraz w paru innych miejscach także utworzonych ludzką ręką - zalewach czy stawach rybnych. Myślę, że tego typu środowiska mają przewagę nad naturalnymi jeziorami w paru aspektach - są zarybiane każdego roku, posiadają zwykle niewielką głębokość (łatwość zdobycia pożywienia), a jesienią spuszcza się je i woda odsłania wtedy muliste dno, którego potrzebują do żerowania siewki. Ale ekspert ze mnie żaden, gdyby znał ktoś jakąś pracę dotyczącą awifauny sztucznych zbiorników wodnych, chętnie przeczytam i się dokształcę.

Robiłam sobie wielkie nadzieje co do wyprawy na Jeziorsko. I nie bez powodu - podczas jesiennej migracji zatrzymuje się tu do 80 tysięcy(!) ptaków. To miejsce nie tylko jedyne takie w centralnej Polsce, ale także wyjątkowe w skali kraju. Plany planami, życie tymczasem zweryfikowało je tak ostro i brutalnie, jak chyba nigdy wcześniej. Ptaki - były. Nawet może spore stada. Jednak w odległości naprawdę kosmicznej, nawet jak na Jeziorsko - luneta nie dawała sobie rady, co dopiero aparat. Udało się nam oznaczyć jedynie osobniki stojące najbliżej brzegu - parę gatunków siewek (tych najpospolitszych) parę gatunków kaczek, perkozy... To nie był po prostu pech, ale coś na kształt tragikomedii. Tym, którzy kiedyś byli na Jeziorsku i trafili na dobry ptasi okres, może być ciężko uwierzyć, że wycieczka w to miejsce także może okazać się niewypałem... Ale po kolei.

Ruszyliśmy wcześnie rano, by dotrzeć nad zbiornik około jedenastej. Przy okazji zajrzeliśmy nawet na ptasiarskie targi BirdFair, które odbywały się tam w ten weekend, na krótko jednak - bo ptaki czekały. Taaak... Ptaki... Po podjechaniu na pierwsze miejsce obserwacji, w którejś z wielu małych wiosek, której nazwy nawet nie pamiętam,  nieco zrzedła mi mina. W tamtym roku mieliśmy tutaj ogromne stada kaczek i siewek. Dziś natomiast brzeg zbiornika świecił pustką, większość ptaków bowiem stała tak daleko, że tylko nieliczne udało się oznaczyć. Z ciekawszych rożeniec (Anas acuta), trochę krakw (Mareca strepera), przypałętało się także kilka młodych sieweczek (Charadrius sp.) oraz batalion (Calidris pugnax). Tyle - właściwie nie było na co patrzeć. Sytuacja powtórzyła się w każdym ze znanych miejsc do obserwacji, które potem odwiedziliśmy. Nawet nie wiem, o czym mam jeszcze pisać.

 Poszukiwania ptaków...

...zakończyły się klapą - same pospoliciaki, i najczęściej tragicznie daleko!


 Brodziec piskliwy (Actitis hypoleucos).

Jak wyżej.



Może o tym, że krajobraz był piękny. Co prawda wiał silny wiatr, czasem nawet kropił deszcz, a słońce nieczęsto wyglądało zza chmur - było jednak rzeczywiście pięknie, tak jak tylko w wyjątkowych miejscach być może. Mijaliśmy rozległe tereny uprawne, już zaorane albo pokryte mozaiką roślin, które zaraz miały zniknąć za sprawą jesieni. Pole słoneczników samo śmiało się do nas, wydając się ocieplać świat znacznie bardziej niż kapryśne słoneczne promienie. Przy drodze, którą jechaliśmy, siadywały myszołowy (Buteo buteo). Tylko zza szyby samochodu można je oglądać z tak bliska. Wspaniałe, dumne, doskonałe drapieżniki wydawały się także jakoś surrealistycznie drobne, niczym brązowe figurki ciosane w drewnie.

W jednym miejscu zbiornik Jeziorsko na krótką chwilę przepięknie oświetliło słońce. Kolory stały się nagle niesamowicie wyraziste, jakby ktoś pomalował świat farbą. Żółcienie, zielenie, brązy i  błękity wyglądały niczym wyjęte z najdroższego dzieła sztuki. W górze krążyły srebrnoskrzydłe żurawie (Grus grus). Odzywały się, ale to jeszcze nie był klangor, tylko coś w rodzaju cichego szeptu, gruchania. Ich sylwetki kreśliły na niebie różnorakie linie. Któż je może odczytać? My się staraliśmy, śledząc wzrokiem ptaki aż do ich zniknięcia za horyzontem. To był przedostatni przystanek w czasie naszej wycieczki, po żurawiach właściwie wracaliśmy już do domu. I byłaby to wyprawa nudna, gdyby nie kilkanaście ekscytujących minut, które przeżyliśmy gdzieś tak w jej połowie.

Tutaj światło zaczęło czarować krajobraz. Zdjęcia nie oddają niestety uroku chwili.





Klangor żurawi (Grus grus) jest jednym z najładniejszych dźwięków naszej przyrody. Ponoć część krajów sąsiednich zazdrości nam tego małego skarbu narodowego.


Otóż wiedzieliśmy doskonale, że od jakiegoś czasu w okolicach Jeziorska kręci się żwirowiec stepowy (Glareola nordmanni). Niezwykle smukły, delikatny, eteryczny wręcz siewkowiec, którego ojczyzną są, jak sama nazwa wskazuje, otwarte stepy. Lubi jednak przebywać także w okolicy wody. Żwirowce czasem zalatują do Polski w czasie migracji, są to przypadki nieliczne, część ptaków pewnie po prostu gubi się na trasie jesiennej wędrówki i dlatego przelatuje przez nasz kraj. Są to więc w polskich warunkach swego rodzaju rarytasy, egzotyczni przybysze gdzieś z dalekiego wschodu. I akurat na polach nad Jeziorskiem pojawił się jeden z nich. Ktoś wykrył ptaka, informacja poszła w świat - dzięki temu wiedzieliśmy mniej więcej, gdzie mamy delikwenta szukać.

Zatrzymaliśmy się przy zaoranym poletku, po którym biegały czajki (Vanellus vanellus) i szpaki (Sturnus vulgaris). Całym stadem wysypaliśmy się z pojazdu na pobocze drogi z misją szybkiego odszukania żwirowca, który ponoć miał tu gdzieś między nimi stać. Tak teraz myślę, że dla samochodów przejeżdżających obok nas akcja mogła wyglądać dość osobliwie ;). A przed nami - szare pole. Ptaki żerujące na nim zachowywały się w swój zwykły sposób, co jakiś czas zrywając się w powietrze i zapadając parę metrów dalej. Nigdy jeszcze nie czułam się bardziej jesiennie, patrząc na taki obrazek. Czajki, szpaki przyciągały wzrok, to prawda, ale trzeba było wykryć żwirowca. Jak jednak go odnaleźć - szarobrązowego ptaka na szarobrązowej ziemi, kryjącego się gdzieś w rozpadlinach powstałych po zaoraniu pola?

Żwirowcowe pole. Na początku było na nim widać tylko znacznie pospolitsze ptaki.



Żwirowiec w końcu znalazł się, i to szybciej, niż ktokolwiek mógłby pomyśleć. Wszystkie lunety zostały naprędce ustawione na tego małego ptaszka, biegającego po polu między kuzynkami czajkami. Gdy ja patrzyłam na niego przez obiektyw lunety, akurat zerwał się w powietrze, po czym wylądował parę metrów dalej. I jest właśnie scena, która najlepiej pozostała mi w pamięci po naszym spotkaniu - żwirowiec zgrabnie przecinający powietrze swoimi smukłymi skrzydłami. Mogę tylko powiedzieć, że był to niezapomniany widok -  gdyż żwirowiec jest ptakiem o przepięknej, jaskółczej wręcz sylwetce w locie. Sekundy mijały jak godziny, podczas gdy wpatrywałam się w to egzotyczne cudo, bystrym wzrokiem rozglądające się po świecie wokół niego. W końcu znowu zaczął żerować na polu. Najwyraźniej teraz liczyło się dla niego tylko zdobycie pożywienia.

Tak bardzo chciałam mieć jego dokumentacyjne zdjęcie, na pamiątkę tych wyjątkowych chwil. Bez przekonania wycelowałam aparat mniej więcej w tę stronę, w którą były skierowane lunety, wiedziałam jednak, że nie mam dużych szans, by utrafić ptaka - nie miałam pojęcia, gdzie dokładnie przebywa, bardzo ciężko było to określić. Zaczęłam więc po prostu robić zdjęcia pola i na bieżąco sprawdzać, jakie ptaki na nich uchwyciłam. Czajki, szpaki... Znowu czajki. Wtem, niespodziewanie, na wyświetlaczu zauważyłam także inną sylwetkę. Czyżby to był... Wiatr dął prosto na mnie, kierowałam aparat na ptaki znajdujące się daleko - miałam spore problemy z utrzymaniem sprzętu w jednej pozycji. Ale, tak! Już zaczęłam widzieć wyraźnie przez aparat, jak malutki żwirowiec biega po polu. Zdjęcie za zdjęciem, jedno gorsze od drugiego. Mam jednak dokumentację ze spotkania - i pamiątkę, jaką sobie wymarzyłam.

 Centralnie mój wyśniony Glareola nordmanni. Długo nie mogłam uwierzyć, ze faktycznie udało mi się go spotkać.



Po tych emocjach wróciliśmy do pojazdu. A ja nie mogłam przestać myśleć z podziwem, z niewiadomego powodu zwracając się do ptaka w drugiej osobie - "Żwirku, ty żeś nam całą wycieczkę uratował". Inaczej wracalibyśmy z niczym. Teraz wracamy z obserwacją wyjątkową, której można naprawdę pozazdrościć.

Pozdrawiam!

Kamień pamiątkowy pomysłodawcy zbiornika Jeziorsko. Ptasiarze dziękują i pamiętają, wspaniały człowieku.

PS. Reklama - nad Jeziorskiem  nie byłam sama, ale z przemiłymi ludźmi stąd - https://www.horyzonty.pl/ Gdybym wybrała się tam samodzielnie, o żwirowcu mogłabym co najwyżej pomarzyć. Prowadzą wycieczki nie tylko przyrodnicze i nie tylko po Polsce - polecam. 

PS.2 - Postanowiłam wstawić tu jeszcze parę zdjęć z Jeziorska z tamtego roku, bo na nich widać, jak ogromny przyrodniczy potencjał ma to miejsce. Wtedy ptaków było mnóstwo... Ech, wspomnienia...








Komentarze

  1. Wow Tyle tysięcy ptaków. Rzeczywiście rok temu to był ich ogrom. Podoba mi się to miejsce. Chciałabym kiedyś wybrać się na taką obserwację ptaków z kimś doświadczonym, bo ja to miernota i za nic nie znam się na ptakach, mimo że uwielbiam je obserwować. Tak po cichu Ci napiszę. Mam na balkonie gołębie i właśnie urodziły się im młode. hihi

    Bardzo się cieszę, że udało Ci się, że uchwyciłaś ten moment, że masz pamiątkę. Może nie było rewelacyjnie, ale jednak byłaś w pięknym miejscu z fajną ekipą i udało Ci się uchwycić to, co tak sobie wymarzyłaś. Bardzo się cieszę.

    Uważam, że kiedyś napiszesz jakąś książkę, bo pasję masz wielką i piszesz ciekawie. Nie ma nudy, zbędnych pierdół. Mnie się świetnie czyta i mega chce mi się wybrać na taką obserwację. :D

    Miłego dnia. :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Emocjonująca wyprawa i fajnie opisana. Mam wrażenie, że jesienią jest znacznie trudniej fotografować ptaki, a Tobie jednak udało się wyłuskać perełkę. Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  3. Patrycjo,
    pokazałaś wyjątkowe miejsce z niezwykłymi, bardzo malowniczymi krajobrazami.
    Tym razem nie było ptaków ale Tobie udało się zrobić fotki prawdziwej ptasiej perełki.
    Patrycjo mam nadzieję, że z Twoich postów powstanie książka. Już teraz, pisemnie zobowiązuję się do jej kupienia.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubię patrzec na bezkres wód, na ich odcienie, na nieba nad nimi i światło, zmieniajace koloryt, nastrój, dynamikę fotografii. To wszystko na Twoich zdjeciach Patrycjo jest a poza tym dotyk Twojej niezwykłej pasji, zaangażowania, uczuc, które wkładasz w pogoń za swym marzeniem.
    Dziękuje za to piękno, ptasie i nieptasie, za to, czego na zywo nigdy nie zobaczę, a dzieki Tobie tak!:-)*

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam takie,naturalne środowiska. Tam jest pięknie. Dziękuję za piękny post.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Płynęłam po Jeziorze Goczałkowickim, które zalało też kilka wiosek. Dziwne uczucie, że pod łodzią stoją domy i kościoły.
    Wspaniale, że spełniłaś swoje marzenie i widziałaś żwirowca. Wprawdzie nie wiem, gdzie on jest, ale to nieważne, może znajdę jego zdjęcie z bliska w internecie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Niezwykłe miejsce., przepiękne. Na pewno jest tam bardzo cicho, spokojnie. Ptaki są bezpieczniejsze no i można zobaczyć ciekawostki jak właśnie brodziec. Fajny wypad, troszkę Ci zazdroszczę:)
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  8. No hejka :)
    Fajne miejsce z mnóstwem ptaków. Imponująca wiedza ornitologiczna :) Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Miejsce chyba bardziej dla ptasiarzy, ale faktycznie imponujące. Ten rok jest zdecydowanie słabszy od poprzednich, głównie ze względu na upalne lato. Ciekaw jestem, tak na marginesie, czy dałoby się tam zainstalować przenośną czatownię?

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękne miejsce i znów coś nowego. Lubię z Tobą wędrować po ptasich uroczyskach.

    OdpowiedzUsuń
  11. Witaj już październikowo
    Wpadłam dzisiaj do Ciebie na chwilkę z krótką wizytą. Widzę jednak, że znowu wędrujesz wśród ptaków. Zachwycasz się też jesienią?
    A przecież wczoraj było lato. Pamiętasz? Tak, było lato... upalne i słoneczne, czasem chłodne i gwałtowne. Teraz można już poczuć powiew prawdziwej jesieni. Ten czas zazwyczaj zachęca nas do coraz częstszych chwil spędzanych w domu. Ja jednak zdecydowałam się na podróż.
    Życz mi tylko proszę, aby pogoda dopisała.
    Pozdrawiam ostatnimi przygotowaniami do wyjazdu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że już wróciłaś.
      Życzę Tobie zatem spokojnego październikowego dnia, w którym odnajdziesz piękno, radość…..
      W ten jesienny dzień zakop się w kolorowych liściach lub zatańcz wraz z nimi na wietrze.

      Usuń
  12. Piękny wpis, jesteś prawdziwą pasjonatką. Ja także kocham obserwować ptaki, zresztą nie tylko. Przyroda mnie zachwyca od lat:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Malowniczo piszesz :-)
    Pierwsze spotkania i wrażenia będą niezapomniane. Dotychczas "widzę", gdzie i w jakich okolicznościach pierwszy raz widziałam dudka, lelka i inne, rzadsze ptaki.
    A to multum żerujących ptaków jest wspaniale!

    OdpowiedzUsuń
  14. Great work my friend,regards....from Spain

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Daj o sobie znać! Twoje komentarze - zawsze na nie odpowiadam - bądź zaznaczenie aktywności na moim blogu w inny sposób zawsze będą mile widziane. Staram się odwiedzić wszystkich moich czytelników, a na większości ich blogów pozostaję na dłużej. Nie lubię jednak reklam na siłę - komentuj, jeśli faktycznie podoba Ci się to, co piszę.

Miłego dnia!