Popularne posty

poniedziałek, 28 listopada 2016

Nie było, nie wyszło

Bo zwykle tak jest, że wracam z weekendowego ptaszenia pełna pozytywnej energii. Tyle nowych, ciekawych gatunków się widziało! Tyle wrażeń, przeżyć, śpiewów, pogody, Słońca, powietrza! Wystarczy z nawiązką na kolejny szary tydzień, spędzony wśród murów szkolnych i obowiązków.

Ostatnio byłam na dwóch ptasich wycieczkach. O jednej piszę z dużym opóźnieniem, gdyż odbyła się dwa tygodnie temu, druga natomiast wczoraj rano. No i cóż - nie mogę powiedzieć, że zakończyły się kompletną klapą. Ale nie wyszły tak, jak sobie tego życzyłam.

14 dni temu jeszcze leżał śnieg, pamiętacie? Właśnie wtedy wybrałam się na obserwacyjną wyprawę na Stawy Walewickie. Jechałam tam pełna dobrych myśli, czytając najnowsze doniesienia o widzianych w tym miejscu ptakach. Trzy gatunki gęsi, trzy gatunki łabędzi, kilka gatunków siewek, bielaczek i gęsiówka egipska! Miałam nadzieję na choć kilka ptaszków z tego bardzo fajnego bilansu.

Na miejscu? Brak gęsi (jedynie przelatujące na niebie, dla mnie nie do oznaczenia). Brak łabędzia krzykliwego i niemożność zaliczenia nowego gatunku. Prawie brak siewek. Bielaczek i gęsiówka egipska stały się w tej sytuacji czymś jak senne marzenie - na pograniczu snu i jawy, może prawdziwe, a może zmyślone? Jedno jest pewne - nieuchwytne.

Wśród trzcin latały, pobrzękując wesoło, wąsatki. Te stworzonka są naprawdę niesamowite, urocze jak pluszowe przytulanki, ale nieporównanie bardziej subtelne i delikatne. Bez trudu udało mi się dojrzeć kilka osobników wśród żółtych badyli.

Na wodzie przebywały stada ptaków. Składające się w większości z krzyżówek... Między nimi pływało także jednak multum łabędzi czarnodziobych i niemych. Przeglądając jakiś czas te grupy na różnych stawach, dojrzałam jeszcze łyski, czernice, ogorzałki, nurogęsi, cyraneczki, płaskonosa. Przez chwilę zauważyłam też coś krakwopodobnego.

Na pewno baaardzo miłym akcentem były czajki - ptaki wiosny, ale nadal przebywające w Walewicach, choć już mróz i śnieg. Żerowały na błotku razem ze szpakami i kszykiem.

W trakcie przechodzenia między trzcinami udało mi się także zaobserwować w locie strzyżyka. Fajnie - wcześniej te ptaszki stwierdzałam tylko po głosie. Osobnik ten nawet raz krótko, lecz donośnie zaśpiewał. Był też jeden niepłochliwy myszak, który olewał człowieka jak tylko mógł. Chyba nie muszę także wspominać o horrendalnej wręcz ilości czapli białych i siwych?

***

To była pierwsza wyprawa. Wczoraj natomiast wybrałam na pola w okolice Pęcic/Laszczek. Chciałam pojechać tam tydzień temu, ale nie mogłam. No i szkoda mi tego.

Na co liczyłam? Na rzepołuchy! Bo przecież o tej porze obserwacja tych ptaków w tym miejscu jest praktycznie pewna.

Rzepołuchów nie było. Albo może inaczej - nie potrafiłam ich wykryć. Co prawda często przelatywały mi nad głową stadka łuszczaków, ale rozpoznać wśród jerów, szczygłów i trznadli tego jedynego... Nie rozpoznałam. Może jeszcze kiedyś się uda?

Z drapoli trafiło się oczywiście kilka myszaków, w tym jeden siedzący na drzewie, jasny. Polowała pustułka, a nad polem przemknął raz pięknie ubarwiony samiec krogulca. Z wysokich traw co i rusz wylatywały bażanty w najgłębszym przerażeniu, wprawiające i mnie nieraz w strach. Fruwały sobie czaple siwe i mewy.

Na jednym z drzew siedziało śmieszne stado kwiczołów. Ptaki zupełnie się nie poruszały, stały jakby w napiętej postawie, niby poddenerwowane. Wydawało się, że na coś czekają.

Nad kanałem przeleciał też raz z prędkością lazurowego światła zimek. A na niewielkich stawach pływały nurogęsi, czernice, krzyżówki i łabędzie nieme. Dojrzałam też jedną krakwę - nowy gatunek.

Później pojechałam do Raszyna. Ot tak - z ciekawości. Stawy Raszyńskie zawsze pamiętałam jako cudowną krainę kaczek, perkozów, bączków i Słońca. Ale wiadome było, że o tej porze zima odcisnęła już tam swoje nieubłagane piętno.

Bo większość stawów była spuszczona. Siedziały na nich zgarbione czaple siwe i o wiele weselsze mewy. Ponieważ dopisywała pogoda, stawy nie przedstawiały się bardzo smutno.

Ale widoczne też były na nich wrony - jak zwiastuny śmierci czegoś bardzo ważnego.

Dalej zaobserwowałam tylko małe stadko krzyżówek, łyskę, łabędzie nieme i jednego gągoła. Latała sikorza drobnica - modraszki i bogatki oraz pełzacz.

***

Tak więc "nie było" tych ptaków, na które liczyłam, "nie wyszło" z obserwacją. Ale czy faktycznie było tak źle? Zawsze może być gorzej, prawda? :)

sobota, 5 listopada 2016

Perkoz rogaty i nur jak na dłoni - czyli Zalew Zegrzyński!

Staję na porośniętym zielenią wale oddzielającym ląd od brzegu Zalewu Zegrzyńskiego i głęboko wciągam powietrze. Jak to dobrze być w końcu na ptasiej wycieczce po miesiącu (!) przerwy. Za chwilę zapewne ukażą się ptaki. Liczę na ciekawe gatunki.

Dzisiejsza wycieczka nad Zalew Zegrzyński, konkretnie w okolice Białobrzegów, była organizowana przez Stołeczne Towarzystwo Ochrony Ptaków. Ze STOP'em na podobne wyprawy obserwacyjne można chodzić co dwa tygodnie - w różne miejsca. Polecam serdecznie! :)

Muszę też niestety oznajmić, że ten post będzie bez zdjęć. Popsuł mi się aparat - żałuję, bo mogłabym mieć świetne fotki...

Na samym początku naszego ptaszenia Zalew nie wyglądał zbyt ciekawie. Kręciły się po nim łodzie, przy samej plaży tylko przebywały krzyżówki i nurogęś. Latały śmieszki i mewy siwe.

Zaraz jednak w oddali, na wodzie można było dostrzec stadko kaczek. Były to gągoły, jednak pomiędzy nimi pływały także markaczki i ogorzałka. Patrzyłam na nie przez lunetę. Mimo że wyglądały tylko jak małe, ciemne sylwetki, byłam zadowolona - to moje pierwsze spotkanie z tymi gatunkami.

Po niedługim czasie, by znaleźć inne miejsce do obserwacji, zaczęliśmy wędrować wałem - z ciągłymi przystankami. Dlaczego? Na drzewach kręciły się czyże, gile, sosnówki, pełzacz leśny. Przelatywały zięby. Bielik ładnie usiadł na zeschniętym drzewie. Krążyło wiele myszołowów - w ciągu całej wycieczki 25. Ponoć słyszano również dzierlatkę i sikorę ubogą. Niestety, mi nie udało się wyłapać ich głosów, a szkoda, bo miałabym nowe gatunki.

Za chwilę jednak zobaczyłam w locie wielkiego i pięknego dzięcioła czarnego. Nareszcie mam ten gatunek na liście!

Po tych obserwacjach odkryliśmy, że za drzewami, względnie niedaleko brzegu pływa naprawdę sporo kaczek. Wtedy zaczęły się emocje...

W tym miejscu przebywało ok. 20 ogorzałek (w tym jeden piękny samczyk) oraz podobna liczba markaczek. Były też gągoły i krzyżówki. Nie musiałam już używać lunety -  znajdowały się w takiej odległości, że przez lornetkę także patrzyło się świetnie.

Pojawił się również nur czarnoszyi! Najlepsze jest to, że był bardzo niepłochliwy i ustawił się tak pięknie, że nawet zupełnie bez sprzętu można byłoby go oznaczyć. Nic sobie nie robił z pływających łodzi i stateczków. Kolejna życiówka :).

Jednak najlepszym ptakiem tej wyprawy okazał się być perkoz rogaty! Był dalej od nura, ale nie mogę przecież narzekać, skoro zaobserwowałam go wtedy także dopiero pierwszy raz.

Na tych obserwacjach spędziliśmy sporo czasu. Przeleciała jeszcze czapla siwa, pojawił się krogulec, perkoz dwuczuby i dwa płaskonosy. A także przefrunął bielik niosący w szponach pokaźnej wielkości rybę ;).

Później ptaki powoli, ale nieubłaganie się rozpływały, rozpierzchały. Był to znak, że trzeba już wracać...

Podczas powrotu wypatrzyliśmy jeszcze dwie czaple białe. Odzywał się także wodnik - następna życiówka! Nikt nie miał zbytnio na niego nadziei - myślano, że łodzie go przepłoszyły.

Tak więc wyprawa zakończyła się optymistycznym wodnikiem. A Zalew jest PIĘKNY. Ponoć najciekawiej tam w listopadzie, tak że myślę, że wrócę tam raczej dopiero na przyszły rok.

Pozdrawiam!