poniedziałek, 25 lipca 2016

Moje zeberki

Tak, jeszcze poprzedni post "nie ostygł", taki świeży, a ja już robię następny. No bo kiedyś trzeba Wam te moje zeberki przedstawić, nie? Po informacjach na temat wszystkich gatunków ptaków zamieszkujących w moim domu mam zamiar pisać coś więcej o ich życiu, zachowaniach, historiach, a już chciałabym to robić, więc muszę się sprężać. Przeplatając to oczywiście z wpisami o obserwacjach ptaków dzikich, więc może w efekcie wyjść dużo postów... Ale lepiej przecież za dużo niż za mało ;). No to jedziemy!

***

I w tej chwili próbuję przypomnieć sobie, kiedy dostałam swoje pierwsze zeberki.... No, będzie to już ponad rok temu, półtora... Na początku była samiczka - Zeberi. Sama, przez dwa tygodnie, bo czekaliśmy, aż do sklepu zoologicznego przyjdzie transport z jej przyszłym partnerem. A żebyście widzieli jej radość, kiedy go pierwszy raz zobaczyła... Krzykom i śpiewaniom nie było końca...

Najprawdopodobniej nawet sobie nie wyobrażamy, do jakiego stopnia ptaki cierpią i w samotności i jak tęsknią wtedy za towarzystwem swojego gatunku.

Sporo czasu później, na jesieni, przyniosłam do domu nową zeberkę. Samczyka, czarnego samczyka. Bo strasznie mi się spodobał. Byłam pewna, że zasiedziałe dwa ptaki przyjmą go normalnie i będą żyć razem w klatce, tak jak zachowują się papużki faliste. Jakież więc było moje zdziwienie, kiedy zauważyłam, że zwierzaki się biją i przepędzają z agresją!

Bo zeberki takie są  - lubią walczyć o dominację. By tego uniknąć, trzeba mieć w klatce razem kilka par, wtedy nie wytworzy się niezdrowa hierarchia, bo jedna para nie zdominuje wszystkich innych. Ale tak czy tak, raczej ciężko byłoby dobrać odpowiedni zestaw ptaków, żeby faktycznie nie występowały między nimi waśnie. Tak więc moje astryldy rozdzieliłam do dwóch klatek. Dokupiłam później jeszcze samiczkę samotnemu samcowi.

Zeberki to ptaki niesamowicie żywiołowe. W klatce ciągle fruwają, przeskakują między żerdziami. Najlepiej czują się więc w pomieszczeniu dużym, i kiedy są często wypuszczane na wolne loty. Są sprytne, ale z powodu płochliwości mogą nie chcieć przyglądać się niektórym nowościom.

Chociaż zeberki walczą między parami, to relacje między samą parą mają bardzo ugodowe. Samiec i samica nigdy nie biją się o jedzenie czy zabawki. Śpią przytulone do siebie, czego nie czyni żaden inny mój gatunek.

Moje pupilki owoce i warzywa jedzą dość słabo, ale np. marchewkę uwielbiają. Za to kochają zieleniny, które są w sumie ważniejsze w ich diecie. Przepadają także za jajkiem. Ulubionym miejscem w klatce jest dla nich wysoko powieszona, pozioma cienka gałązka. Tam śpią i wypoczywają.

Zdjęcia!


Tu cała ferajna na klatce papug, bo na lotach się jeszcze tolerują... Od lewej: Czaruś - partner Bezy, to właśnie jego nie zaakceptowała druga parka, z tyłu Oberek - partner Zeberi, ptak z drugiej parki, później Beza - "najnowsza" moja zeberka, i Zeberi - mam ją najdłużej.

Znów wspólne ujęcie
Czyszczenie

Z sesji Zeberi - fotogeniczna sztuka!

Pozdrawiam!

sobota, 23 lipca 2016

Wakacyjne ptaszenie - morze

Hej!

Marzyłam, żeby w te wakacje wyjechać nad morze, bo tak naprawdę nigdy wcześniej nie byłam tam w związku z obserwacją ptaków. Udało się! Liczyłam na jakieś nowe gatunki, i faktycznie trochę na listę wpadło. No, to może zacznijmy już opis wyprawy:

Wtorek 19.07.2016. Tego dnia pewnie różne rzeczy działy się wśród ludzi na świecie, ja natomiast jechałam samochodem nad morze, dokładnie w okolice Ujścia Wisły. Gdy byliśmy już niedaleko Gdańska, przez szybę zobaczyłam pierwszą życiówkę wyjazdu - czyli pliszkę żółtą na kępie trawy ;).

Później, na miejscu trzeba było rozstawić namiot. Tak - wybraliśmy się na camping, ale do jakiego świetnego miejsca! Blisko do morza, w pobliżu bary - naprawdę można żyć. Po tym wszystkim byliśmy już tak zmęczeni, że wybraliśmy się na plażę, by zwyczajnie odpocząć. A ja zauważyłam tam drugą życiówkę - ścigające się z falami biegusy zmienne.

Następny dzień pobytu zaczął się trochę pechowo. Pojechałam wtedy do rezerwatu Ptasi Raj. i niestety muszę powiedzieć, że był kompletnie zaniedbany. Jeziora były zarośnięte, tak naprawdę nie było dostępu do nich, żeby sobie poobserwować.

Tylko takiego gąsiorka widziałam, ale za to jakie zdjęcia mam piękne!



Zawiedzeni, wróciliśmy z powrotem na nasze pole namiotowe. Jednak późnym popołudniem wymyśliliśmy, żeby przejść się plażą leżącą niedaleko nas, bo po kilku kilometrach dojdzie się w ten sposób do części Ptasiego Raju obejmującej odcinek przy morzu. Doszliśmy, i nawet nieszczególnie było widać, że jest to rezerwat, bo niedaleko niego plażowali ludzie. Ale tam to ptaki były! Biegusy zmienne, krzywodzioby, sieweczki obrożne, stado rybitw białoczelnych, mewy siwe i przelatujący ostrygojad - oto co zaliczyłam. A wszystkie te ptaki oprócz zmiennych stały się moimi życiówkami ;).

Było dużo biegusów zmiennych...

Zmienniak

A to młoda rybitwa białoczelna

Tu z rodzeństwem

Sieweczka obrożna

Pozujący młodziak

Krzywodziób w romantycznej scenerii


Oprócz tego spotkałam tam inne mewy i kruka. Zbierały się, by poucztować na różnych rzeczach wyrzuconych przez morze. Wtedy też pierwszy raz widziałam kruka SIEDZĄCEGO na ziemi, wcześniej obserwowałam tylko osobniki latające. Szczerze mówiąc, wydawał się być wtedy mały ;).

Później był czwartek. W czwartek poszłam sobie do rezerwatu Mewia Łacha i teraz powiem o nim mniej więcej tyle samo co o Ptasim Raju. Jeziora "Mewia Łacha" nie widać było spoza gąszczy traw, o patrzeniu na ptaki pływające po nim można chyba tylko pomarzyć.

Na początku byłam na zachodniej stronie rezerwatu. Powitała mnie tam nurogęś z trzema podrośniętymi młodymi, po jakimś czasie nad drzewami przeleciał bielik - życiówki! Ponadto obserwowałam tam stado polujących rybitw czarnych.

Nurogęsi

Tu dorosły ptak

A właściwa Mewia Łacha była wprost zapełniona ptakami, znajdowała się jednak w takiej odległości od obserwatora, że jeśli nie masz dobrej lunety - nie jesteś w stanie nic zobaczyć. Po wpatrywaniu się w lornetkę udało mi się jedynie oznaczyć mewę siodłatą czy tam żółtonogą (życiówka) i pełno rybitw białoczelnych, rzecznych i czarnych. Te pierwsze nurkowały w wodzie wprost przy ludziach. Chyba widziałam też tam rybitwy czubate, ale co do tego będę się jeszcze upewniać.

Mewa siodłata, żółtonoga? Wie ktoś coś na ten temat?

A może jakimś cudem komuś uda się oznaczyć ptaki z tych czterech zdjęć?





I to na tyle z wyjazdu. Skończył się urlop moich rodziców, tak że wakacyjne, kilkudniowe wycieczki się też skończyły, ale być może będziemy jeszcze wyjeżdżać na weekendy. Może znowu znajdę wtedy jakiś ciekawy gatunek?

Pozdrawiam!

piątek, 15 lipca 2016

Wakacyjne ptaszenie - Tatry

Witajcie!

Przyroda różnymi sposobami daje nam znać, że nadeszła pełnia lata. Dojrzewają jabłka, śliwki i gruszki. Minął czas intensywnego rozmnażania się i śpiewania ptaków, choć co poniektóre z nich opiekują się jeszcze pisklętami oraz koncertują po łąkach i lasach.

A ja wczoraj wróciłam z sześciodniowej wycieczki w Tatry. Dopisała pogoda, dopisały ptaki (6 życiówek plus dwa gatunki do rocznej), po prostu żyć nie umierać! :)

Pierwszego dnia mojej wyprawy, w sobotę, byłam w Ojcowskim Parku Narodowym. Miejsce ciemne, ponure i nudne, generalnie - nie polecam. Jednak nawet takie miejsca są, jak widać, zamieszkiwane przez ptaki. Na początku udało mi się zobaczyć pierwsze tego roku oknówki, a gdy wracałam już do samochodu, moją uwagę przykuł ptaszek siedzący na kamieniu w potoku. Był to podlot pliszki górskiej - chwilę potem przyleciał do niego samiec i nakarmił go. Życiówka! Generalnie pliszki górskie były w Tatrach bardzo liczne - później widziałam je nad każdym potokiem.

Następnego dnia byłam w Dolinie Kościeliskiej. Naprawdę piękna i warto się w nią wybrać, także dlatego, że zaraz przy wejściu udało mi się zaliczyć płochacza halnego - pierwszego w życiu. Następnie, nad jednym z potoków zobaczyłam ciemną sylwetkę jakiegoś ptaka. Wydawał mi się być pluszczem, ale nie miałam całkowitej co do tego pewności, więc weszłam do strumyka (czego się nie robi dla ptaków) i przybliżyłam się do niego. Tak, to był pluszcz - druga życiówka!

W poniedziałek byłam w Dolinie Strążyskiej i widziałam wodospad Siklawicę. Jednak ciekawych gatunków nie zaobserwowałam.

Natomiast we wtorek wybrałam się nad Morskie Oko. W drodze do niego przyjrzałam się Wodogrzmotom Mickiewicza i sfotografowałam tego oto pięknego motyla. Jeśli ktoś by wiedział, jak się on nazywa, byłabym wdzięczna za informację ;).

Wyżej wpomniany motylek
Jakiś czas potem, kiedy do Morskiego Oka było już blisko, zauważyłam pierwsze w życiu krzyżodzioby świerkowe! W drodze powrotnej także mogłam na nie popatrzeć. Szczerze mówiąc, były całkiem liczne na tej wyprawie.

A nad samym Morskim Okiem nie zabrakło orzechówek - życiówka. Piękne ptaki, ale nie mogłam wytrzymać, kiedy zadowoleni z siebie turyści karmili je białym chlebkiem i biszkoptami... Naprawdę, Tatrzański PN albo ktokolwiek inny powinien coś z tym zrobić, przecież ten problem nie jest znany od dzisiaj.


Tatrzańska orzechówka
Gdy już praktycznie wsiadałam do samochodu, wracając, doleciał mi nowy gatunek do listy życiowej - paszkot!

Ostatniego dnia odpoczywałam w Dolinie Chochołowskiej. Były dwa pluszcze i pliszki górskie.

Ale bonusowym gatunkiem tego wyjazdu okazał się być derkacz. Usłyszałam go niespodziewanie na łące obok pensjonatu, w którym mieszkałam. Odezwał się kilka razy, a potem nagle umilkł.

Co jeszcze mogę powiedzieć o Tatrach? Na przykład to, że z pospolitszych ptaków były tam bardzo liczne rudziki, zięby, mysikróliki i strzyżyki :).

No dobrze, ale to już koniec. Polecam wszystkim wyjazd w Tatry, można spotkać tam ptaki, które nie występują nigdzie indziej albo są nieliczne ;).

Pozdrawiam!

piątek, 1 lipca 2016

Moje papużki faliste


Nadszedł pierwszy lipca, czyli oficjalny początek wakacji. Co się działo, kiedy przez chwilę nie pisałam? Zobaczyłam kilka nowych gatunków ptaków (brzęczkę, trzcinniczka) a także pierwsze w tym roku mandarynki, sosnówki i czarnogłówki. No, ale nie o tym miał być ten wpis... Obiecałam dodawać także na tym blogu informacje o hodowlanych ptakach. Więc zaczynam!

***

Papużki faliste były moimi pierwszymi ptakami. Przygoda z nimi rozpoczęła się trzy lata temu, gdy dostałam parkę na Boże Narodzenie. Niestety, początki opieki nad nimi były trudne i przez ten czas padło mi kilka ptaków, ale dokupywałam nowe. Umierały papużki z bardzo niedobrego sklepu, do którego z powodu swojej niewiedzy chodziłam, jeden miał nieszczęśliwy wypadek, a inny zdechł bez wyraźnych objawów.

Na początku niezbyt umiałam się zajmować moimi falistymi, ale w miarę upływu czasu gromadziłam o nich wiedzę. Teraz mam dwie parki mieszkające w Lotni (klatka 100cm x 50cm x 80 cm).

Papużki faliste to moje najłagodniejsze ptaki. Nigdy nie było problemów z dołączaniem nowego osobnika do już zasiedziałego stadka. W miarę dogadują się też z zeberkami, choć czasem potrafią im pogrozić dziobem. Ale generalnie te papugi są ugodowe, nawet kanarki potrafią je zdominować.

Mimo tej łagodności w przyjmowaniu nowych towarzyszy, między samymi falistymi sprzeczki, kłótnie i bijatyki są na porządku dziennym. Ale to normalne zachowanie tych papug. W klatce zdecydowanie rządzą samiczki.

Papużki faliste nie są może bardzo leniwe, ale też nie bardzo ruchliwe. Ulubionym pokarmem moich pupili są zieleniny i jajko, choć zjedzą również chętnie owoce i warzywa. Proso senegalskie to dla nich także wspaniały przysmak.

U moich dwóch parek papużek jeden z samców tokuje do dwóch samiczek, a drugi jest trochę bardziej samotny. Obgryzanie gałązek, papieru albo sznurkowych zabawek to dla nich najlepsza zabawa.

A teraz trochę zdjęć:


Biały samczyk nazywa się Pysia, żółta samiczka Alutiko, zielony samczyk to Marian, a niebieska samiczka to Rozmarynka

Nastrojowo
Razem na huśtawce
Chowający się Marian